Witam ponownie. Temat tego wpisu może się wydać dziwny i dla wielu z was nieprzydatny, jednakże jako że to jest moje miejsce w sieci, to jednogłośnie zdecydowałem takowy temat poruszyć. Od razu zaprzeczam, jakobym uważał się za mądrzejszego w tej (czy jakiekolwiek innej) dziedzinie życia codziennego. Nie chcę pisać o tym w formie jakiejś prawdy ogólnej, do której powinniście się odnieść. Ot, moje spojrzenie na organizacje czasu na co dzień.
Na początek chciałbym przedstawić kilka punktów, które stanowią trzon planowania czasu w moim wykonaniu:
1) doba w ogólnym tego słowa znaczeniu ma 24 godziny. Nie ma za bardzo jak to zmienić, więc trzeba się z tym po prostu pogodzić.
2) doba w znaczeniu jakiejś efektywności pracy, według mnie, wynosi 16 godzin. Tak, jestem na studiach, ale lubię spać. Po wstaniu i tuż przed snem wysiłek intelektualny jest bezsensowny, dlatego te osiem godzin relaksu jest przeznaczone na sen i wyżej wymieniony okres buforowy.
3) są wydarzenia, których nie da się przesunąć/przełożyć/odwołać. Takie wydarzenia powinny być niejako punktami osiowymi w planie dnia/tygodnia itp.
4) dzień pracy bez wytchnienia jest dniem tragicznym i źle zaplanowanym. Chwilę dla siebie należy znaleźć, żeby zachować chęć do życia i dobre nastawienie do dnia następnego.
5) każdy człowiek, z założenia swojej wątpliwej doskonałości, popełnia błędy. Nie każdy (żaden) plan nie jest doskonały, dlatego wprowadzanie doń poprawek nie jest niczym złym.
Teraz kilka spraw, które zależą od każdego z osobna. Po pierwsze, na jak długo do przodu planujemy planować swój plan. Jedno jest pewne, powinien to być w najgorszym razie plan następnego dnia. Planowanie dnia w jego trakcie jest trudne, dochodzi czynnik "E tam, dzisiaj mi się nie chce" i tak dalej.
Kolejnym problemem jest intensywność zajęć. Z jednej strony można zapisać sobie w kalendarzu tylko jedno lub dwa najważniejsze zadania, ale dla mnie to jest takie planowanie jak żadne. Z drugiej strony można sobie ten dzień załadować mnóstwem zajęć, to też ma jednak swoje minusy. Ja wolę załadować sobie plan zajęć, bo zawsze jest coś ciekawego do roboty. Może to brzmi dziwnie, ale lubię gdy zostanie coś czego nie zrobiłem danego dnia, bo to mnie motywuje do dalszej pracy. Nie zdążę na przykład pouczyć się hiszpańskiego wiedząc że miałem dość czasu na to, wiem że trzeba się lepiej zmobilizować.
Ważną kwestią jest też jednostka pracy. Wyczytałem swego czasu, że przeciętnie mózg pracuje intensywnie przez najwyżej 45 minut, po czym trzeba mu dać odpocząć. Dlatego też nie należy się uczyć siedem godzin non-stop, ale robić sobie przerwy co pewien czas. Tak to działa, po prostu. Ja staram się uczyć maksymalnie pół godziny, bo po tym czasie wszystko mnie zniechęca. A moje podejście do nauki jest takie, że albo się uczyć porządnie i mocno, albo wcale.
Wydarzenia mają swoje priorytety. Te super ważne i nieprzesuwalne mają absolutne pierwszeństwo, jak karetka na sygnale na skrzyżowaniu. Takie wydarzenie najlepiej od razu wpisać do kalendarza, a zaraz potem wpisać ewentualny czas jaki trzeba spędzić na przykład na przygotowanie do tego zdarzenia (np. nauka do egzaminu, przygotowanie tortu na przyjęcie, zakupy na wycieczkę). Warto wpisać takie rzeczy jak najszybciej, nawet jak wydaje nam się że zostało absurdalnie dużo czasu. Na przykład egzamin za trzy miesiące...
To tyle tytułem zarysu mojego spojrzenia na planowanie czasu. Wiem, że o czymś zapomniałem, bo zacząłem jakieś zdanie i potem zapomniałem jak miała brzmieć jego druga część. Jeśli coś mi się jeszcze nasunie, to z pewnością o tym wspomnę.
Pozdrawiam zwłaszcza maturzystów, którym jedna (kilka) z powyższych wskazówek mogę pomóc w nauce.
27.2.09
20.2.09
Co to będzie? Co to będzie?
Witam ponownie - czas powrócić do życia.
Podtytułem mojego bloga jest "co mnie gryzie", dlatego chciałbym poruszyć temat który ostatni bardzo mnie drażni. Wszechobecne, niemal nieustanne, męczące i uporczywe narzekanie.
Jedno z najpopularniejszych ostatnio narzekań jest plan zajęć na II semestr. A to źle że będzie trzeba wcześniej wstać, a to że będzie okienko. Dlaczego mam z tym prowadzącym, przecież on jest tak okropny, a nie z tamtym, który jest taki wspaniały. Przecież wszyscy znacie opinie o nich!
Dość!
Dość umartwiania się zawczasu, marudzenia na coś na co nie masz wpływu. To tak, jakby wsiadając do samochodu przed podróżą do Francji narzekać, czemu nie lecimy samolotem. Przecież statystyki wyraźnie mówią: na autostradach jest więcej wypadków niż w powietrzu...
Wszystko ma swoje dobre i złe strony. Samochodem jesteśmy przecież bardziej elastyczni, a na pokładzie samolotu może nas zaatakować załoga, za niewłaściwe umieszczenie naszej garderoby. Tak samo i plan może mieć też dobre strony.
Będąc na I roku studiów, twierdzenie że wkraczamy w pełni dorosłe i odpowiedzialne życie ma solidne podstawy. I tak, w życiu trzeba sobie radzić. Trzeba wykorzystać wszystko co może iść nam na rękę, a wymyślić sposób na te mniej przyjemne wydarzenia. Niektórych wydarzeń nie da się przesunąć lub ominąć i według nich należy planować swój dzień, tydzień, czy dłuższy okres. (o organizacji czasu obiecuję napisać w najbliższym czasie, bo naprawdę ciekawi mnie ten temat)
Może teraz trudno to sobie wyobrazić, ale za kilka lat wielu z nas znajdzie sobie stałe miejsce zatrudnienia. Bardzo możliwe że będziemy pracować w jakichś ścisłych ramach, wykonując polecenia "z góry" i zmęczeni będziemy wracać do domów. Będziemy chcieli odpocząć, ale idąc spać będziemy wiedzieli, że trzeba ciężko pracować. I taka jest po prostu kolej rzeczy. Czeka nas więc spokojnie licząc około 30 lat zapieprzania. I nie będzie narzekania. Oczywiście, pewnie będziemy od czasu do czasu narzekać, ale niektóre rzeczy trzeba będzie po prostu znieść.
Co jest kluczem do zachowania równowagi psychicznej w okresie ciężkiej pracy, mobilizacji i wysiłku? Przede wszystkim polecam dobre nastawienie do życia i do otaczających nas ludzi. Narzekanie wpływa źle na ludzi, których dana sprawa nie dotyczy. Często możemy nieświadomie wyładowywać na nich swoje frustracje, Ci będą się czuli źle, stawiając nasze problemy ponad drugiego człowieka. Narzekanie wśród ludzi którzy mogą mieć podobne nastawienie buduje natomiast swoistą spiralę załamania i rozpaczy. Mnie osobiście mocno wkurza jak słyszę w sklepie, w kolejce dwie obce (najczęściej) kobiety, które wymieniają się zdaniami, jak to źle jest że trzeba czekać, że się kasjerki lenią, ciągle potakując głowami do tego, co rozmówczyni powiedziała. Ani to nie przyspieszy kolejki, ani nie sprawi że kasjerce będzie przyjemniej pracować. Po prostu głupie to to i tyle.
Zamiast tego można wejść między smutasów i próbować ich rozbawić, odciągnąć od problemów, pogadać o czymś luźniejszym, dać im do zrozumienia, że od narzekania nic się nie zmieni. To nie podstawówka, gdzie można było wiele wyprosić, to nie dom, gdzie maślane oczy robią wrażenie na dziadkach lub rodzicach. This is life, babe!
Oczywiście, tacy odmieńcy często stają się wyrzutkami społeczeństwa. Bo nie pasują, nie wkomponowują się w obraz niezadowolonego, bezradnego i wyrażającego głośno swoje niezadowolenie przedstawiciela szerszej grupy. Wiem coś o tym, ale nie mam zamiaru się przejmować tym, że moje nastawienie jest inne. Dobrze mi jest z uśmiechem w ciężkiej ulewie, lubię feministyczne dowcipy i uwielbiam się śmiać z siebie. Lubię kolorowy sweter w szary dzień, białe adidasy do dżinsów (jeansów, mi tutaj żadna forma nie pasuje:P), tenisówki i T-shirt do garnituru.
Lubię się uśmiechać, sprawia mi to przyjemność. Ty też lepiej wypadniesz z uśmiechem i dobrym nastawieniem do innych i do każdej przeszkody.
Cytując Koran:
Do Raju ma wstęp ten, który sprawia że jego towarzysze się śmieją...
Podtytułem mojego bloga jest "co mnie gryzie", dlatego chciałbym poruszyć temat który ostatni bardzo mnie drażni. Wszechobecne, niemal nieustanne, męczące i uporczywe narzekanie.
Jedno z najpopularniejszych ostatnio narzekań jest plan zajęć na II semestr. A to źle że będzie trzeba wcześniej wstać, a to że będzie okienko. Dlaczego mam z tym prowadzącym, przecież on jest tak okropny, a nie z tamtym, który jest taki wspaniały. Przecież wszyscy znacie opinie o nich!
Dość!
Dość umartwiania się zawczasu, marudzenia na coś na co nie masz wpływu. To tak, jakby wsiadając do samochodu przed podróżą do Francji narzekać, czemu nie lecimy samolotem. Przecież statystyki wyraźnie mówią: na autostradach jest więcej wypadków niż w powietrzu...
Wszystko ma swoje dobre i złe strony. Samochodem jesteśmy przecież bardziej elastyczni, a na pokładzie samolotu może nas zaatakować załoga, za niewłaściwe umieszczenie naszej garderoby. Tak samo i plan może mieć też dobre strony.
Będąc na I roku studiów, twierdzenie że wkraczamy w pełni dorosłe i odpowiedzialne życie ma solidne podstawy. I tak, w życiu trzeba sobie radzić. Trzeba wykorzystać wszystko co może iść nam na rękę, a wymyślić sposób na te mniej przyjemne wydarzenia. Niektórych wydarzeń nie da się przesunąć lub ominąć i według nich należy planować swój dzień, tydzień, czy dłuższy okres. (o organizacji czasu obiecuję napisać w najbliższym czasie, bo naprawdę ciekawi mnie ten temat)
Może teraz trudno to sobie wyobrazić, ale za kilka lat wielu z nas znajdzie sobie stałe miejsce zatrudnienia. Bardzo możliwe że będziemy pracować w jakichś ścisłych ramach, wykonując polecenia "z góry" i zmęczeni będziemy wracać do domów. Będziemy chcieli odpocząć, ale idąc spać będziemy wiedzieli, że trzeba ciężko pracować. I taka jest po prostu kolej rzeczy. Czeka nas więc spokojnie licząc około 30 lat zapieprzania. I nie będzie narzekania. Oczywiście, pewnie będziemy od czasu do czasu narzekać, ale niektóre rzeczy trzeba będzie po prostu znieść.
Co jest kluczem do zachowania równowagi psychicznej w okresie ciężkiej pracy, mobilizacji i wysiłku? Przede wszystkim polecam dobre nastawienie do życia i do otaczających nas ludzi. Narzekanie wpływa źle na ludzi, których dana sprawa nie dotyczy. Często możemy nieświadomie wyładowywać na nich swoje frustracje, Ci będą się czuli źle, stawiając nasze problemy ponad drugiego człowieka. Narzekanie wśród ludzi którzy mogą mieć podobne nastawienie buduje natomiast swoistą spiralę załamania i rozpaczy. Mnie osobiście mocno wkurza jak słyszę w sklepie, w kolejce dwie obce (najczęściej) kobiety, które wymieniają się zdaniami, jak to źle jest że trzeba czekać, że się kasjerki lenią, ciągle potakując głowami do tego, co rozmówczyni powiedziała. Ani to nie przyspieszy kolejki, ani nie sprawi że kasjerce będzie przyjemniej pracować. Po prostu głupie to to i tyle.
Zamiast tego można wejść między smutasów i próbować ich rozbawić, odciągnąć od problemów, pogadać o czymś luźniejszym, dać im do zrozumienia, że od narzekania nic się nie zmieni. To nie podstawówka, gdzie można było wiele wyprosić, to nie dom, gdzie maślane oczy robią wrażenie na dziadkach lub rodzicach. This is life, babe!
Oczywiście, tacy odmieńcy często stają się wyrzutkami społeczeństwa. Bo nie pasują, nie wkomponowują się w obraz niezadowolonego, bezradnego i wyrażającego głośno swoje niezadowolenie przedstawiciela szerszej grupy. Wiem coś o tym, ale nie mam zamiaru się przejmować tym, że moje nastawienie jest inne. Dobrze mi jest z uśmiechem w ciężkiej ulewie, lubię feministyczne dowcipy i uwielbiam się śmiać z siebie. Lubię kolorowy sweter w szary dzień, białe adidasy do dżinsów (jeansów, mi tutaj żadna forma nie pasuje:P), tenisówki i T-shirt do garnituru.
Lubię się uśmiechać, sprawia mi to przyjemność. Ty też lepiej wypadniesz z uśmiechem i dobrym nastawieniem do innych i do każdej przeszkody.
Cytując Koran:
Do Raju ma wstęp ten, który sprawia że jego towarzysze się śmieją...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)