19.9.09

Problemy z pudełkiem, czyli o myśleniu...

Zgodnie z planem, w piątek miałem okazję poprowadzić wykład z okazji Dnia Absolwenta w moim liceum. Co prawda liceum ma profil mat-fiz (podobno -inf), a ja studiuję informatykę, ale idea mówienia o jakichś teoriach matematycznych, bądź rozwiązaniach komputerowych nigdy mnie nie pociągała. Tak powstał pomysł poprowadzenia wykładu o tytule identycznym, jak tytuł niniejszego posta.

Oczywiście, od ogłoszenia tematu do momentu jego rozpoczęcia spotykałem się z licznymi pytaniami "ale o czym to będzie?". Otóż wykład traktował o niekonwencjonalnym myśleniu, zwanym myśleniem lateralnym. Termin ten został stworzony przez doktora nauk medycznych Edwarda De Bono, którego praca była inspiracją podczas wykładu.

Myślenie lateralne jest przeciwieństwem myślenia wertykalnego. Jest to przeciwieństwo o tyle niefortunne, iż "wertykalne" to "pionowe", więc przeciwieństwem naturalnym tegoż jest myślenie "horyzontalne" ("poziome"). Tak więc "lateralne" nie ma jako takiego dobrego przeciwieństwa. Skąd wziął się taki podział? Spójrzmy na dany problem jak na poszukiwanie skarbu. Osoba myśląca tylko i wyłącznie logicznie, trzymająca się jakiegoś jednego sposobu myślenia i nie zdająca sobie sprawę z ograniczenia płynącego z takiego podejścia, zacznie kopać w jednym miejscu i będzie kopać aż do skutku, pionowo. Może się zdarzyć że na skarb trafi, ale może i nigdy do niego w ten sposób nie dotrzeć. Osoba myśląca horyzontalnie pokopie trochę, po czym gdy już wyjdzie na jaw że miejsce (sposób rozwiązania) jest złe, przesunie się i zacznie kopać od nowa, zwiększając szansę na sukces.

Skąd wzięła się nazwa tematu? Geneza myślowego pudełka to dość znany już problem połączenia dziewieciu kropek. Problem polega na tym, że te dziewięć kropek należy połączyć łamaną złożoną z czterech odcinków. Wszystkie dziewięć, tymi czterema odcinkami. W praktyce, czterema prostymi kreskami bez odrywania ołówka od kartki. Bardzo mało osób było(by) w stanie rozwiązać ów problem, ponieważ większość z nas nakłada na siebie ograniczenia, o których nie było mowy z zadaniu. Wydaje nam się, że te dziewięć punktów to wszystko na co możemy patrzeć, że tutaj kończy się zakres naszego widzenia, a to co jest poza kropkami jest nieważne. Nic bardziej mylnego. W momencie gdy zdamy sobie sprawę, że do wykorzystania jest cała przestrzeń wokół tychże kropek, szansa na znalezienie rozwiązania jest dużo większa.

Sekret innego spojrzenia na problem i jego rozwiązanie został przedstawiony w świetnym filmie Patch Adams, z Robbie Williamsem w roli tytułowej. Podczas wykładu scena wymagała dłuższego wyjaśnienia, tutaj wystarczy króciutki wstęp. Starszy pan chodzi po szpitalu psychiatrycznym z czterema wyciągniętymi palcami i pyta się każdego z napotkanych Ile palców pokazuję?. Za każdym razem jednak, gdy pada odpowiedź Cztery, ów pan oburzony odpowiada że to nieprawda.


Oto kilka problemów, które wymagają odmiennego spojrzenia na warunki w których wystepują:
1) Pewien człowiek kupuje w Chinach ryż za jednego dolara za kilogram, po czym sprzedaje ten sam ryż w USA za dziesięć centów za kilogram. W ten sposób zostaje milionerem! Jak to możliwe?
2) W sali jest osiem osób, a w koszu jest osiem jajek. Każda osoba otrzyma po jednym jajku, ale w koszu wciąż leży jedno. Co się z nim stanie?
3) Dwie osoby rodzą się praktycznie w tym samym czasie. Ten sam rok, miesiąc, dzień, w odstępie pięciu minut. Rodzą się w tym samym szpitalu, mają tych samych biologicznych rodziców (są rodzeni przez tę samą kobietę, ich biologiczną matkę). Jednak mimo wszystko nie są bliźniakami! Jak to możliwe?

Problemów tego typu jest mnóstwo, szkoda miejsca i czasu by wszystkie tutaj opisywać. Ważne jest to, że z każdym z tych problemów wiąże się "pudełko", które ogranicza nasz sukces, którym byłoby rozwiązanie.

Umiejętność myślenia lateralnego to umiejętność wrodzona. Ale jest to umiejętność z którą rodzi się każdy z nas. To stereotypy, szablony i wzory myślenia wpajane nam na co dzień sprawiają, że stopniowo wyzbywamy się jej. Sztuką jest spojrzeć na problem z innej strony, wyjść z pudełka. A zdać sobie sprawę z tego, co nas ogranicza, to połowa drogi. Drogi na końcu której czeka nas kompletna niezależność.

Z pozdrowieniami dla wszystkich którzy chcieli/chcieliby posłuchać tegoż wywodu na żywo, ale nie mieli takiej możliwości.

Ze specjalnymi pozdrowieniami dla kumpla, który nie zdążył na niego (wykład) wrócić z Wielkiego Świata.

21.8.09

Dlaczego mam być dobry?

W związku z moim stosunkiem do religii wiele raz słyszałem pewne pytanie o podstawy mojego postępowania. Wiele osób uważa, że jedyną podstawą bycia dobrym (w szeroko pojętym znaczeniu tego wyrażenia), jest wiara, że te dobre uczynki otworzą drogę do Raju, Nirwany itp. Że będąc dobrym dostanę się do jakiegoś lepszego miejsca po śmierci.

Jakże to egoistyczne.

Czyli teraz będę dobry tak naprawdę dla siebie a nie dla innych. Bo to ja ewentualnie się gdzieś dostanę.

Wiele osób nie rozumie ateistów. Prawda jest taka, że moje pokolenie jest jeszcze wychowywane w duchu głębokiej wiary, do której należy się odnosić w momencie zwątpienia, z niej należy czerpać siły na każdy kolejny dzień. Wierzący wręcz współczują nam, że wtedy gdy oni mogą się z wrócić do istoty wyższej, my jesteśmy sami.

Jakże to nieprawdziwe.

Moralność nie jest cechą religii, tylko człowieka. Może nie zawsze (mam nadzieję że jak najczęściej) staram się być w porządku względem otaczających mnie ludzi i ogólnie, świata. Nie robię tego dlatego, że przeczytałem tego w jakiejś świętej księdze, ani dla własnego zysku którym jest życie pozagrobowe.

Chociaż z drugiej strony w pewnym sensie robię to dla własnego zysku. Sam fakt zrobienia czegoś dobrego, jest dla mnie zyskiem. Tym bardziej, jeśli wiem że sprawiam komuś radość.

Co więc kieruje czynami ateisty? Niemal to samo, co wszystkich innych. Te same zasady, idee i problemy. Tylko ja nie uważam ich za tak niesamowite, że ich powstanie trzeba tłumaczyć przez natchnienie boskie. Dziesięć przykazań przekazanych przez Mojżesza to zbiór prawd tak oczywistych, że zapisywanie ich na kamiennych płytach było w mojej opinii niepotrzebne. "Nie zabijaj"? "Czcij ojca swego i matkę swoją"? To nie wiara w Boga każe nam kochać rodziców, tylko miłość do nich. "Nie będziesz pożądał żony bliźniego swego"? Jedna z ważniejszych zasad każdego szanującego się mężczyzny (mam nadzieję że u kobiet działa to podobnie).

Zasad którymi ludzie powinni się kierować jest znacznie więcej, niż te dziesięć prostych haseł. Trzeba mieć własne zasady, dzięki którym zamiast odwracać ze wstydu głowę od lustra, można było spojrzeć z dumą i powiedzieć że jesteśmy tacy jacy chcemy być.

Mam nadzieję że raz na jutro rozwiałem wszelkie wątpliwości odnośnie moralności ateistów/niewierzących.

Pozdrawiam.


Jeśli ktoś odniósł wrażenie że nie szanuję wierzących jest w błędzie, po prostu nie zgadzam się i nie rozumiem ich spojrzenia na świat przez pryzmat religii. Nie rozumiem też czemu kwestia wierzy-nie wierzy nie może być postrzegana jak kolor długopisu czarny-niebieski (ew. inne). Kolorem długopisu ludzie nie są zaskoczeni. No big deal.

23.7.09

Wakacyjne zajęcia..

No właśnie. Dwa-trzy miesiące wakacji to potwornie dużo czasu. Ciąża borsuka trwa nawet krócej. W każdym razie, jest to okres, w którym faktycznie sami możemy sobie zaplanować czym chcemy się zająć.

Generalnie, pierwszym pytaniem jest, czy chcemy bezgranicznie odpocząć i odprężyć się, czy też chcemy "coś z sobą zrobić". Niby odpowiedź jest oczywista, ale czy jest tak rzeczywiście?

Odpocząć można w różny sposób. Możemy się wylegiwać w łóżku do południa, coś zjeść, obejrzeć ciekawy program w telewizji, wyjść wieczorem ze znajomymi. Tylko czy faktycznie w ten sposób odpoczniemy? Mocno wątpliwe. Chociażby zbyt długi sen źle wpływa na nas, bo wstając jesteśmy ospali, a na ospałość najlepszą bronią jest sen. I tak w kółko.

Możemy też postawić na aktywny wypoczynek. Począwszy od biegania lub regularnej jazdy na rowerze, przez ulubiony sport, po wypady w góry lub nad morze. Wypoczynek nad morzem może się przekształcić w zwykłe leniuchowanie opisane wyżej, ale jednak widok półnagich wczasowiczów na plaży zachęca do ruchu. W końcu grając w siatkówkę plażową, lub pływając można trafić na kogoś interesującego ;) Wypady w góry mają nieco inny charakter, bo jest to jak rowerowa jazda drużynowa. W grupie idziemy, atmosfera jest nieco inna, co w żadnym razie nie znaczy że jest jakkolwiek gorzej.

W końcu, możemy skupić się na rozwoju intelektualnym. Brzmi to fatalnie, bo jak można pracować w wakacje, po ciężkim roku w szkole/ na uczelni. Ale z drugiej strony, nie jest to takie złe. Nie mówię tutaj o najzwyklejszym czytaniu dobrych książek (o tym innym razem), lecz o czymś wymagającym myślenia, skupienia. W wakacje można się zainteresować literaturą spoza naszych głównych obszarów codziennej pracy. Odrobina filozofii dla informatyka, czy ciekawostki z fizyki dla humanistki pomagają rozszerzyć horyzonty, wpływają na rozwój ogólny człowieka. Oczywiście, nie widzę nic złego w poszerzeniu swojej wiedzy z dziedziny którą mamy do czynienia codziennie, ale sugeruję spojrzenie tam, gdzie zwykle wzrokiem nie sięgamy.

Ostatnim sposobem spędzania czasu, który wtedy już nie jest wolny, jest praca. To wg mnie bardzo dobry pomysł, nie tylko ze względu ekonomicznego, ale z racji możliwości zdobycia doświadczeń i "czegoś nowego", czego nie ma na co dzień.

Nie wspominam tutaj o takich sposobach wypoczynku, jak wypady na koncerty, festiwale, konferencje czy jednorazowe spotkania (np. Lednica), bo takie coś, to tylko ułamek wakacji.

Na co chciałem zwrócić uwagę, to umiejętność połączenia powyższych. Wiem, podczas wakacji trudno się zmobilizować. Pisząc te słowa, siedzę w ogrodzie w potwornym upale nie mając ochoty zabrać się za leżącą obok książkę, czy też za skoszenie trawnika. Ale jak skończę, to zrobię to i owo, bo bezczynność to najgorsze co może mnie spotkać. Bo z robieniem czegoś konstruktywnego jest jak z biegiem. Dopóki utrzymam swoje tempo, mogę biegać długo. Jednak kiedy się zatrzymam, ciężko mi będzie zacząć biec dalej.

Podsumowując, bo do jakichś wniosków trzeba dojść, powinniśmy łączyć różne sposoby spędzenia czasu. Może przez miesiąc popracujemy, wieczorem relaksując się przy dobrej lekturze? Potem pojedziemy na kilka dni nad morze ze znajomymi, popracujemy nad kondycją, a po powrocie odkryjemy, że niebieskie kwarki nie mają nic wspólnego z kolorem nieba i ok. 95% odnośników na stronach internetowych? Wszystkiego po trochu. Po trzech miesiącach uznamy, że faktycznie zrobiliśmy wiele, odpoczęliśmy i zyskaliśmy podczas wakacji.

Z dedykacją dla Czytelniczki, która przeczytać tego nie może.
Ale wróci :)

19.6.09

Niepotrzebne spojrzenie w przeszłość

Witam, po długim czasie od napisania dwóch notek w wersji papierowej (jedna mi zaginęła:/), zdecydowałem się jedną z nich tutaj zamieścić. Miłej lektury:)


Czy zdarzyło Ci się zrobić coś, czego żałowałaś niemal natychmiast? A może coś wydawało się dobre z początku, ale po dłuższym zastanowieniu nie dawało Ci spokoju? Takie są właśnie uroki przesadnego myślenia o przeszłości...

Często spotykam się ze zdziwieniem, gdy nie chcę mówić o niedawnym sprawdzianie czy kartkówce. Owszem, nie lubię, bo powoduje to kompletnie niepotrzebny stres. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy wychodzimy ze sprawdzianu: po ciężkiej nauce i stresogennym rozwiązywaniu zadań na teście, mózg (ciało też) zasłużył na odrobinę relaksu. Tymczasem, zaraz za drzwiami - ogólna panika! Czy miało być A czy C? A może B? Zamiast odprężyć się, zaczynamy się zastanawiać, czy nasza praca nie poszła na marne. Absurd tej sytuacji polega na tym, że nie możemy nic zrobić.

Śmiej się z rzeczy, na które nie masz wpływu.

Dlatego o wynikach, w mojej opinii, należy szybko zapomnieć. Jeśli nie poszło, to nie poszło. Nie ma co dramatyzować, tylko ewentualnie poprawić.

Powyższe uwagi odnoszą się nie tylko kwestii sprawdzianów. Podjętym decyzjom ogólnie należy się czas, by stało się jasnym, czy były trafne...

23.5.09

King James himself

Żeby już nikt nie pytał, kto to jest ten LeBron James...



If you don't like that, you don't like NBA basketball...

5.5.09

Take a break!

Jakby ktoś nie zauważył, jesteśmy właśnie w specyficznym momencie roku. Zostały niecałe dwa miesiące do końca roku szkolnego, trochę mniej do sesji. W najgorszej sytuacji są maturzyści (w momencie pisania tego tekstu mieli jeszcze kilka dni, teraz już są w trakcie pierwszej sesji w ich życiu). Zakładam w swojej naiwności, że wszyscy w okresie ostatnich kilku miesięcy pracowali, z większą lub mniejszą intensywnością. Tak czy siak, po pewnym czasie skupienia i starania się, nadchodzi moment zwątpienia i zniechęcenia. Nic dziwnego, tak bowiem działa ludzki mózg.

Powyższe spostrzeżenie sprawdza się również w skali krótkoterminowej. Jeżeli będziemy się uczyli czegoś non-stop, to po pewnym czasie (zwykle 30-45 minut) chłonność umysłu, a zarazem efektywność nauki, spada.

Co zrobić, gdy nadejdzie moment jak-mi-się-nie-chce-poddaję-się? Czy harować do oporu, licząc na to, że lenistwo minie? Z doświadczenia wiem, że siłowe rozwiązanie to jakby próbować wyjechać samochodem zakopanym w śniegu. Im dłużej będziemy wciskali gaz, tym głębiej będziemy się zapadać. Chyba nie chcemy utknąć w tym samym miejscu, czekając na odwilż?

Wymuszona praca, opłacona ogromnym wysiłkiem, nie sprawi nam przyjemności, a i efekty będą mniej zachwycające niżbyśmy chcieli.

Przepis na przetrwanie momentu słabości jest całkowite i intensywne lenistwo, połączone z zajęciem się swoim hobby (jeśli nie masz takowego, to rób cokolwiek ciekawego i bawiącego Cię).

Kiedy czujesz, że nie masz na nic siły, weź do ręki kalendarz. Znajdź w nim dwa kolejne dni, podczas których nie zrobisz nic. Kompletne zero wysiłku, stresu, pracy. Wyśpij się, zjedz coś pysznego i naładuj swoje akumulatory. Wiem, że działa. Wiem też dlaczego.

Mózg jest na tyle rozwiniętym, a zarazem ambitnym organem, co sprawia że nie chce być bezużyteczny. Boli go brak pracy. Po dwóch dniach będzie chciał udowodnić, jak bardzo może być przydatny. Pamiętam przypadek jednej z koleżanek (swego czasu czytelniczka tegoż bloga, mam nadzieję, że wciąż tutaj zagląda), która po maturze odczuwała potrzebę robienia czegoś. Jest żywym dowodem na to, że powyższa teoria ma w sobie choć cząstkę prawdy.

Dla niedoświadczonych leniuchów zamieszczam Dekalog Człowieka Szczęśliwego:
1) Człowiek rodzi się zmęczony i żyje aby odpoczywać.
2) Kochaj swe łóżko jak siebie samego.
3) Odpoczywaj w dzień, abyś mógł spać w nocy.
4) Jeśli widzisz kogoś odpoczywającego, pomóż mu.
5) Praca jest męcząca więc należy jej unikać.
6) Co masz zrobić dziś zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni wolnego.
7) Jeśli zrobienie czegoś sprawia ci trudność, pozwól zrobić to innym.
8) Nadmiar odpoczynku nikogo nie doprowadził do śmierci.
9) Kiedy ogarnia cię ochota do pracy, usiądź i poczekaj aż ci przejdzie.
10) Praca uszlachetnia, lenistwo uszczęśliwia.

Zapraszam do przedstawienia swojego spojrzenia na problem i pozdrawiam :)

26.3.09

Zima!

Miało być o tym co mnie gryzie, a gryzie mnie zima.

Jak już wspomniałem jakiś czas temu, przy okazji mówienia "dobranoc" w ciągu dnia, delikatnie mówiąc nie przepadam za tą porą roku. Jasne, jest parę ciekawych rzeczy które można robić mając śnieg na ulicach, chodnikach, trawnikach i właściwie wszędzie. Ale mimo wszystko, jest więcej naprawdę przyjemnych rzeczy, których robienie jest przez ów śnieg uniemożliwionych.

Nienawidzę noszenia dużej ilości ubrań. Żeby wyjść na spacer w lecie, wystarczy założyć buty, zmienić poplamiony lodami podkoszulek na jakiś czystszy i możemy zasuwać na wiele godzin, podziwiać przyrodę, poopalać się.
W zimie, spacer wiąże się z zastanowieniem się jaka kombinacja ubrań z szafy zapewni nam odpowiednią temperaturę ciała. Nie możemy zapomnieć o grubych skarpetach, a niektórzy z nas o kalesonach.

Kalesony to w ogóle jest jakiś kawał. Kalesonów nienawidzę najbardziej z zimowych ubrań. Nie noszę ich, choćby nie wiem jak zimno było. Na szczęście moje krążenie krwi jest na tyle dobre, bym nie musiał żałować że nie mam ich na sobie.

Innym, najbardziej mnie dotykającym aspektem zimy jest uprawianie sportów. Jasne, narty i łyżwy są przyjemne, ale nie są dla mnie dość przekonującym argumentem, dlaczego na miejskich ulicach i chodnikach ma leżeć biały (tylko przez kilka pierwszych dni) puch. W lecie można szybko wskoczyć na rower, pograć w piłkę, w tenisa itp. Co prawda jest teoretyczna możliwość skorzystania z różnego rodzaju hal sportowych, ale niestety z doświadczenia wiem, że dostęp do takiego typu obiektów jest mocno ograniczony.

Co mnie wkurza w zimie to to, że nie potrafi się poddać. Minął 21 III, czas się kończyć, pozwolić wiośnie się rozwinąć. Ileż może padać śnieg? Jest wiosna kalendarzowa, astronomiczna, biologiczna, historyczna, matematyczna pewnie też. Czy to nie jest najwyższy czas, by można było raz na zaw.. raz do listopada schować grube kurtki i ciepłe buty i wskoczyć w lekkie ciuchy? No właśnie.

Mimo wszystko czuję się pozytywnie. Wiosna się zacznie lada dzień, słońce coraz częściej będzie widoczne na niebie (a nie na prognozach pogody z Hiszpanii, Włoch i Grecji) a śnieg zostanie zastąpiony przez burze i deszcze. No cóż, wszystkiego mieć nie można. A tak przy okazji, prognozy zapowiadają koniec niskich temperatur w piątek, dlatego wiosna jest bliżej niż dalej.



Miłego końca zimy:)

21.3.09

Coś o mnie:)

Nie mam póki co pomysłu co (a właściwie jak) napisać tutaj, więc wysłużę się czymś, co jest gotowe od kilku (czterech zdaje się) lat.

Kto zna mnie trochę lepiej wie, że koszykówka nie stanowi tylko zapychacza mojego czasu w wakacje, ale jest bardzo istotną częścią mojego życia i mojej osobowości. Ostatnio postanowiłem powrócić do ćwiczeń, żeby spełnić jedno ze swoich koszykarskich marzeń. Póki co, umieszczam moje wyznanie miłości do koszykówki:


Wielkie podziękowania dla Szymka za pomoc we wstawieniu tegoż playera do notki!

I coś co łączy moją miłość do koszykówki z tą do języka obcego:

Enjoy:)

27.2.09

Gdybym tylko miał czas...

Witam ponownie. Temat tego wpisu może się wydać dziwny i dla wielu z was nieprzydatny, jednakże jako że to jest moje miejsce w sieci, to jednogłośnie zdecydowałem takowy temat poruszyć. Od razu zaprzeczam, jakobym uważał się za mądrzejszego w tej (czy jakiekolwiek innej) dziedzinie życia codziennego. Nie chcę pisać o tym w formie jakiejś prawdy ogólnej, do której powinniście się odnieść. Ot, moje spojrzenie na organizacje czasu na co dzień.

Na początek chciałbym przedstawić kilka punktów, które stanowią trzon planowania czasu w moim wykonaniu:
1) doba w ogólnym tego słowa znaczeniu ma 24 godziny. Nie ma za bardzo jak to zmienić, więc trzeba się z tym po prostu pogodzić.
2) doba w znaczeniu jakiejś efektywności pracy, według mnie, wynosi 16 godzin. Tak, jestem na studiach, ale lubię spać. Po wstaniu i tuż przed snem wysiłek intelektualny jest bezsensowny, dlatego te osiem godzin relaksu jest przeznaczone na sen i wyżej wymieniony okres buforowy.
3) są wydarzenia, których nie da się przesunąć/przełożyć/odwołać. Takie wydarzenia powinny być niejako punktami osiowymi w planie dnia/tygodnia itp.
4) dzień pracy bez wytchnienia jest dniem tragicznym i źle zaplanowanym. Chwilę dla siebie należy znaleźć, żeby zachować chęć do życia i dobre nastawienie do dnia następnego.
5) każdy człowiek, z założenia swojej wątpliwej doskonałości, popełnia błędy. Nie każdy (żaden) plan nie jest doskonały, dlatego wprowadzanie doń poprawek nie jest niczym złym.

Teraz kilka spraw, które zależą od każdego z osobna. Po pierwsze, na jak długo do przodu planujemy planować swój plan. Jedno jest pewne, powinien to być w najgorszym razie plan następnego dnia. Planowanie dnia w jego trakcie jest trudne, dochodzi czynnik "E tam, dzisiaj mi się nie chce" i tak dalej.

Kolejnym problemem jest intensywność zajęć. Z jednej strony można zapisać sobie w kalendarzu tylko jedno lub dwa najważniejsze zadania, ale dla mnie to jest takie planowanie jak żadne. Z drugiej strony można sobie ten dzień załadować mnóstwem zajęć, to też ma jednak swoje minusy. Ja wolę załadować sobie plan zajęć, bo zawsze jest coś ciekawego do roboty. Może to brzmi dziwnie, ale lubię gdy zostanie coś czego nie zrobiłem danego dnia, bo to mnie motywuje do dalszej pracy. Nie zdążę na przykład pouczyć się hiszpańskiego wiedząc że miałem dość czasu na to, wiem że trzeba się lepiej zmobilizować.

Ważną kwestią jest też jednostka pracy. Wyczytałem swego czasu, że przeciętnie mózg pracuje intensywnie przez najwyżej 45 minut, po czym trzeba mu dać odpocząć. Dlatego też nie należy się uczyć siedem godzin non-stop, ale robić sobie przerwy co pewien czas. Tak to działa, po prostu. Ja staram się uczyć maksymalnie pół godziny, bo po tym czasie wszystko mnie zniechęca. A moje podejście do nauki jest takie, że albo się uczyć porządnie i mocno, albo wcale.

Wydarzenia mają swoje priorytety. Te super ważne i nieprzesuwalne mają absolutne pierwszeństwo, jak karetka na sygnale na skrzyżowaniu. Takie wydarzenie najlepiej od razu wpisać do kalendarza, a zaraz potem wpisać ewentualny czas jaki trzeba spędzić na przykład na przygotowanie do tego zdarzenia (np. nauka do egzaminu, przygotowanie tortu na przyjęcie, zakupy na wycieczkę). Warto wpisać takie rzeczy jak najszybciej, nawet jak wydaje nam się że zostało absurdalnie dużo czasu. Na przykład egzamin za trzy miesiące...

To tyle tytułem zarysu mojego spojrzenia na planowanie czasu. Wiem, że o czymś zapomniałem, bo zacząłem jakieś zdanie i potem zapomniałem jak miała brzmieć jego druga część. Jeśli coś mi się jeszcze nasunie, to z pewnością o tym wspomnę.

Pozdrawiam zwłaszcza maturzystów, którym jedna (kilka) z powyższych wskazówek mogę pomóc w nauce.

20.2.09

Co to będzie? Co to będzie?

Witam ponownie - czas powrócić do życia.

Podtytułem mojego bloga jest "co mnie gryzie", dlatego chciałbym poruszyć temat który ostatni bardzo mnie drażni. Wszechobecne, niemal nieustanne, męczące i uporczywe narzekanie.

Jedno z najpopularniejszych ostatnio narzekań jest plan zajęć na II semestr. A to źle że będzie trzeba wcześniej wstać, a to że będzie okienko. Dlaczego mam z tym prowadzącym, przecież on jest tak okropny, a nie z tamtym, który jest taki wspaniały. Przecież wszyscy znacie opinie o nich!
Dość!

Dość umartwiania się zawczasu, marudzenia na coś na co nie masz wpływu. To tak, jakby wsiadając do samochodu przed podróżą do Francji narzekać, czemu nie lecimy samolotem. Przecież statystyki wyraźnie mówią: na autostradach jest więcej wypadków niż w powietrzu...

Wszystko ma swoje dobre i złe strony. Samochodem jesteśmy przecież bardziej elastyczni, a na pokładzie samolotu może nas zaatakować załoga, za niewłaściwe umieszczenie naszej garderoby. Tak samo i plan może mieć też dobre strony.

Będąc na I roku studiów, twierdzenie że wkraczamy w pełni dorosłe i odpowiedzialne życie ma solidne podstawy. I tak, w życiu trzeba sobie radzić. Trzeba wykorzystać wszystko co może iść nam na rękę, a wymyślić sposób na te mniej przyjemne wydarzenia. Niektórych wydarzeń nie da się przesunąć lub ominąć i według nich należy planować swój dzień, tydzień, czy dłuższy okres. (o organizacji czasu obiecuję napisać w najbliższym czasie, bo naprawdę ciekawi mnie ten temat)

Może teraz trudno to sobie wyobrazić, ale za kilka lat wielu z nas znajdzie sobie stałe miejsce zatrudnienia. Bardzo możliwe że będziemy pracować w jakichś ścisłych ramach, wykonując polecenia "z góry" i zmęczeni będziemy wracać do domów. Będziemy chcieli odpocząć, ale idąc spać będziemy wiedzieli, że trzeba ciężko pracować. I taka jest po prostu kolej rzeczy. Czeka nas więc spokojnie licząc około 30 lat zapieprzania. I nie będzie narzekania. Oczywiście, pewnie będziemy od czasu do czasu narzekać, ale niektóre rzeczy trzeba będzie po prostu znieść.

Co jest kluczem do zachowania równowagi psychicznej w okresie ciężkiej pracy, mobilizacji i wysiłku? Przede wszystkim polecam dobre nastawienie do życia i do otaczających nas ludzi. Narzekanie wpływa źle na ludzi, których dana sprawa nie dotyczy. Często możemy nieświadomie wyładowywać na nich swoje frustracje, Ci będą się czuli źle, stawiając nasze problemy ponad drugiego człowieka. Narzekanie wśród ludzi którzy mogą mieć podobne nastawienie buduje natomiast swoistą spiralę załamania i rozpaczy. Mnie osobiście mocno wkurza jak słyszę w sklepie, w kolejce dwie obce (najczęściej) kobiety, które wymieniają się zdaniami, jak to źle jest że trzeba czekać, że się kasjerki lenią, ciągle potakując głowami do tego, co rozmówczyni powiedziała. Ani to nie przyspieszy kolejki, ani nie sprawi że kasjerce będzie przyjemniej pracować. Po prostu głupie to to i tyle.

Zamiast tego można wejść między smutasów i próbować ich rozbawić, odciągnąć od problemów, pogadać o czymś luźniejszym, dać im do zrozumienia, że od narzekania nic się nie zmieni. To nie podstawówka, gdzie można było wiele wyprosić, to nie dom, gdzie maślane oczy robią wrażenie na dziadkach lub rodzicach. This is life, babe!

Oczywiście, tacy odmieńcy często stają się wyrzutkami społeczeństwa. Bo nie pasują, nie wkomponowują się w obraz niezadowolonego, bezradnego i wyrażającego głośno swoje niezadowolenie przedstawiciela szerszej grupy. Wiem coś o tym, ale nie mam zamiaru się przejmować tym, że moje nastawienie jest inne. Dobrze mi jest z uśmiechem w ciężkiej ulewie, lubię feministyczne dowcipy i uwielbiam się śmiać z siebie. Lubię kolorowy sweter w szary dzień, białe adidasy do dżinsów (jeansów, mi tutaj żadna forma nie pasuje:P), tenisówki i T-shirt do garnituru.

Lubię się uśmiechać, sprawia mi to przyjemność. Ty też lepiej wypadniesz z uśmiechem i dobrym nastawieniem do innych i do każdej przeszkody.

Cytując Koran:
Do Raju ma wstęp ten, który sprawia że jego towarzysze się śmieją...
 
.