...więc po co mam być miły?
Pewnie nie raz zdarzyło nam się tak pomyśleć, prawda? Generalnie specjalnie nie przywiązujemy wagi do kontaktów z ludźmi, z którymi kontakt wydaje się nam krótkotrwały. Idąc w drugą stronę: spotykając ludzi, z którymi wiemy że będziemy spędzać dużo czasu, staramy się być jakby swoją lepszą wersją, żeby nie odstraszyć ich od siebie.
Pytanie: Czy bycie miłym powoduje aż takie zużycie naszej wewnętrznej baterii, że nie może stać się codziennym sposobem na kontakt?
Miałem o tym napisać kilka dni temu, ale jakoś wyleciało mi z głowy. Pomysł zrodził się, gdy widziałem pewnego pana pełniącego rolę jakby portiera, do którego ustawiła się kolejka sześciu osób. Każda z nich pytało o inne miejsce, do każdej pan się uśmiechnął i spokojnie wyjaśnił w którym kierunku dokładnie mają się udać. Bardzo możliwe, że nigdy więcej z tymi osobami nie zamieni słowa, ale postarał się zrobić na sobie dobre wrażenie, co mu się z pewnością udało. Cóż go to kosztowało?
Idę sobie na tramwaj, widzę stoisko z owocami i warzywami. Pomyślałem, że jabłko będzie ciekawym wzbogaceniem jadłospisu :]. Podchodzę do jabłek, zaczynam wybierać, na co starszy pan, z uśmiechem i szczerością mówi: Te wyżej są twardsze, jakby pan wolał. Nie ukrywam, że mnie zaskoczył, ale ucieszyłem się, bo właśnie takich jabłek szukałem. Kilkoma słowami jeszcze mi je polecił, wziął ode mnie, zważył i powiedział ile mam zapłacić. Wszystko w przyjaznej atmosferze. Ktoś powie: typowy chwyt sprzedawcy. Zgoda. Słowa są proste do nauczenia, ale sposób w jaki należy je wypowiedzieć często wykracza poza zdolności sprzedających...
Kto był kiedyś w Tesco, Carrefourze itp. wie, że po podejściu do kasy, słyszymy 'Dzień dobry'. Bardzo chłodne i sztuczne słowo. Czasami, ale bardzo rzadko, zdarza się miła wersja pozdrowienia. To różni kasjerów w naszym kraju od tych z Holandii (niemieckich i brytyjskich zbyt dobrze nie pamiętam, więc podaję przykład którego jestem pewien). W krainie rowerów, tulipanów, wiatraków i depresji, klient zdaje się być od razu przyjacielem. Sprzedawca czerpie radość z obecności klienta, niejako dziękując za zakupy akurat w tym miejscu. Niby nieważne, ale może rozświetlić ponury dzień.
Oczywiście, zdarza się, że spotkanie z nieznaną osobą ma związek z nieprzyjaznymi okolicznościami. Na przykład musimy czegoś zabronić, coś skrytykować itp. Ostatnio poszedłem sobie na obiad, zauważyłem że część stołów jest, wyjątkowo, nakryta obrusami. Nie było żadnej kartki, jestem klientem - siadam. Nagle słyszę: Nie widać że jest nakryte? Kobieta wyprowadziła mnie z równowagi. Nie widać też, że nie można siadać :}
Alternatywa reakcji:
Proszę tutaj nie siadać, miejsca są zarezerwowane. - koniec rozmowy. Nie mam się z czym kłócić, na co denerwować, nie mam prawa być zły. Proste? A jednak.
Co mnie skłoniło dziś do napisania tego i owego? Wizyta w ksero, przede mną stoi pan który drukuje mnóstwo stron, w dwóch kopiach, obie prosi oprawić w twarde oprawki. Z racji czasu druku, wyszedł na chwilę z ksera, po chwili wraca zobaczyć czy już itp. W (tzw. :D) międzyczasie do punktu ksero wchodzi pani tam pracująca, niejako przejmuje sprawę wspomnianego wyżej pana, kończy druk i odkłada kartki. Pan wraca, pyta się czy jest już oprawione. Pani się go pyta:
Oprawić w twarde?.
Tak, tak jak mówiłem - delikatne zniecierpliwienie, ale miłym głosem
Rozumiem, wie pan, ja teraz przyszłam i nie wiedziałam
Jasne, nie ma sprawy - od razu jest przyjemnie :)
Tak więc, drodzy moi: postarajcie się o uśmiech i przyjazny ton dla obcych. Mam nadzieję, że o tym samym w stosunku do przyjaciół i najbliższych nie muszę wspominać :)
PS
Rozumiem, wie pan, ja teraz przyszłam i nie wiedziałam wiąże się z inną sprawą - z wyjaśnieniem przyczyny danej sytuacji. Wg badań, ponad 60% więcej da się załatwić, podając drugiej osobie przyczyny naszej potrzeby. Badania były przeprowadzane na podstawie sytuacji: kolejka w punkcie ksero (zbieg okoliczności :D) i zdanie Czy mogliby mnie państwo przepuścić, ja tylko chciałabym to i to skserować. Magia.
13.10.08
7.10.08
Będzie dobrze... Musi być!
Kilka słów o studiach. Z tego co zauważyłem, wydaje się że nie będzie tak źle i ciężko jak myślałem wcześniej. Co prawda nigdy nic nie wiadomo, kto na co będzie zwracał uwagę :] Ale naszła mnie taka myśl, którą przekazał mi pewnego dnia pewien mądry człowiek: Podejdź do tego pewnie, ale z pokorą.
I to jest klucz do trudnych i nowych sytuacji w naszym życiu. Dobrze pamiętam jak zdawałem prawo jazdy. Za pierwszym razem byłem pewny siebie, jak się okazało zbyt pewny. Za drugim razem było wręcz odwrotnie, nie wierzyłem kompletnie że może się udać. Za trzecim razem, podświadomie, znalazłem się pośrodku. Wiele czynników miało wpływ na taki stan, koniec końców - udało się.
Być pewnym, czyli znać swoją wartość, swoje umiejętności, możliwości. Wierzyć że da się zrobić to, co chcę. Iść na egzamin, sprawdzian, rozmowę kwalifikacyjną, randkę czy do urzędu z nastawieniem osiągnięcia tego, co w danej sytuacji jest celem.
Mieć pokorę, czyli zdawać sobie sprawę z braków, rzeczy/osób które mogą nam pokrzyżować plany. Zwracać na nie uwagę, nie zapominając o rzeczach które zwykle nam nie przeszkadzają. Ucząc się na sprawdzian/ egzamin nie omijać materiału który znamy, tylko przeczytać. Nic nie tracisz. Kiedyś na angielskim nie mogłem sobie za nic przypomnieć, jak jest "lotnisko", przez co moja wypowiedź nie była taka jaką sobie wymarzyłem. Proste słowo, użyte nie raz, nauczone wieki temu. Zabrakło mi go.
Pewność siebie + pokora = recepta na sukces :)
Pozdrawiam ;)
PS
Słomek-poeta zaczął pisać wiersze :]
Let me tell you a story I’ve heard the other day,
It might not get you in, but it certainly may.
(dalsza część nigdy nie opublikowana, zgodnie z daną obietnicą)
I to jest klucz do trudnych i nowych sytuacji w naszym życiu. Dobrze pamiętam jak zdawałem prawo jazdy. Za pierwszym razem byłem pewny siebie, jak się okazało zbyt pewny. Za drugim razem było wręcz odwrotnie, nie wierzyłem kompletnie że może się udać. Za trzecim razem, podświadomie, znalazłem się pośrodku. Wiele czynników miało wpływ na taki stan, koniec końców - udało się.
Być pewnym, czyli znać swoją wartość, swoje umiejętności, możliwości. Wierzyć że da się zrobić to, co chcę. Iść na egzamin, sprawdzian, rozmowę kwalifikacyjną, randkę czy do urzędu z nastawieniem osiągnięcia tego, co w danej sytuacji jest celem.
Mieć pokorę, czyli zdawać sobie sprawę z braków, rzeczy/osób które mogą nam pokrzyżować plany. Zwracać na nie uwagę, nie zapominając o rzeczach które zwykle nam nie przeszkadzają. Ucząc się na sprawdzian/ egzamin nie omijać materiału który znamy, tylko przeczytać. Nic nie tracisz. Kiedyś na angielskim nie mogłem sobie za nic przypomnieć, jak jest "lotnisko", przez co moja wypowiedź nie była taka jaką sobie wymarzyłem. Proste słowo, użyte nie raz, nauczone wieki temu. Zabrakło mi go.
Pewność siebie + pokora = recepta na sukces :)
Pozdrawiam ;)
PS
Słomek-poeta zaczął pisać wiersze :]
Let me tell you a story I’ve heard the other day,
It might not get you in, but it certainly may.
(dalsza część nigdy nie opublikowana, zgodnie z daną obietnicą)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)