11.1.10

Kilka słów o pewności siebie...

Drodzy nieliczni czytelnicy! Powiem szczerze, że zaskoczyłem sam siebie tym, że zacząłem pisać. Minęło mnóstwo czasu odkąd po raz ostatni siadłem do komputera z zamiarem podzielenia się tym, co mnie gryzło. Nie było wcale tak sielankowo, że nic mnie nie gryzło. Raczej gryzły mnie rzeczy o których ciężko napisać cokolwiek w ciekawy sposób.

Chciałem poruszyć temat, o którym przypomniałem sobie jakiś czas temu, który jest z pewnością wart kilku słów. Wiele z was pewnie o tym wie, jednak jeśli choć jednej osobie uda się tutaj coś wyjaśnić, uznam to za osobisty sukces.

Od razu chciałbym zaznaczyć, że ekspertem w sprawach damsko-męskich nie jestem, ale co wiem - to wiem. Rady jakimi jestem w stanie się podzielić są w większości jednostronne. Faktem jest, że sposobami na podryw facetów nigdy się nie interesowałem, choć z drugiej strony jestem nim sam i wiem co działa.

Ludzie z grubsza dzielą się na wstydliwych i pewnych siebie. Nie! Wróć.
Ludzie z grubsza dzielą się na tych, którzy według nas zachowują się bez śmiałości, oraz tych, którzy wyglądają na pewnych siebie. Polecam przeczytanie tego zdania co najmniej dwukrotnie.

Dziedziny życia dzielą się na podobne grupy: te, w których jesteśmy pewni swych racji, oraz te, w których jest zupełnie odwrotnie.

Dla zdecydowanej większości rasy ludzkiej kontakty interpersonalne (zwłaszcza interseksualne) należą do drugiej grupy.

Kolejnym odważnym założeniem jest, że kobiety wolą facetów pewnych siebie. Przynajmniej większość kobiet. Jaki z tego morał? Warto takim być.

W ten notce chciałbym poruszyć kwestię najbardziej fundamentalną, czyli kontakt wzrokowy.
Oczami mężczyzny, kobieta twarz składa się z trzech elementów: włosy, oczy (sztuk dwie) oraz usta. Owszem, jest nos, czasem odsłonięte uszy, ale na tę chwilę skupmy się na tych trzech, ale najpierw proste zadanie z aparatem:
Zrób sobie trzy zdjęcia. Na pierwszym patrz powyżej aparatu, na drugim poniżej, a na ostatnim - w obiektyw.

Ludzkie oko to obiektyw. Patrząc do obiektywu widać nasze oczy, czasem samopoczucie, zainteresowanie, a nawet intencje. Widać fakt, że traktujemy rozmówcę na równi z sobą. Patrząc w oczy jesteśmy pewni siebie.

Co dzieje się na pozostałych zdjęciach? Można odnieść wrażenie, że jesteśmy nieobecni, że nie pozujemy do zdjęcia, że nie chcemy na nim być. Czy podczas rozmowy chcemy być zauważani? Jeśli tak, to chcemy być pewni siebie, więc pora spojrzeć (nie tylko prawdzie) w oczy!


To była część dość oczywista. Teraz coś, co często zaskakuje kobiety - jak się ma miejsce, w które skierowane jest męskie oko do myśli kłębiących się w jego głowie?
1. JEDNO oko - jest skupiony na osobie, najprawdopodobniej słucha i jest w stanie aktywnie uczestniczyć w rozmowie. Brawo dla Ciebie, jeśli Ci się to udaje.
2. Z oka na oko - trochę niepewny, wewnętrznie walczy ze sobą, ale też traktuje rozmówcę poważnie i z szacunkiem.
3. Włosy/ wzrok biegnący po twarzy - dziewczyna podoba się, jej uroda jest w tym momencie ważniejsza niż to, o czym mówi.
4. usta - pocałunek :D Albo się do niego przymierza, albo o nim myśli. Pretekst, że patrząc na usta lepiej rozumiemy mowę jest słaby, ze względu na pole widzenia oka - pozwala ono na patrzenie w oczy i OBEJMOWANIE wzrokiem usta.
5. biust/ tyłek/ często nogi - no cóż. Facet myśli o tym, jak dziewczyna wyglądałaby nago (a przynajmniej z mniejszą ilością ubrań). Poziom zainteresowania wypowiedzią jest tak idiotycznie niski, że nie warto o nim wspominać.

Podsumowując, warto popracować nad kontrolą swojego wzroku. Z doświadczenia wiem, że taka drobna zmiana zachowania diametralnie wpływa na to, jak jesteśmy odbierani.

Hopefully, to be continued...

19.9.09

Problemy z pudełkiem, czyli o myśleniu...

Zgodnie z planem, w piątek miałem okazję poprowadzić wykład z okazji Dnia Absolwenta w moim liceum. Co prawda liceum ma profil mat-fiz (podobno -inf), a ja studiuję informatykę, ale idea mówienia o jakichś teoriach matematycznych, bądź rozwiązaniach komputerowych nigdy mnie nie pociągała. Tak powstał pomysł poprowadzenia wykładu o tytule identycznym, jak tytuł niniejszego posta.

Oczywiście, od ogłoszenia tematu do momentu jego rozpoczęcia spotykałem się z licznymi pytaniami "ale o czym to będzie?". Otóż wykład traktował o niekonwencjonalnym myśleniu, zwanym myśleniem lateralnym. Termin ten został stworzony przez doktora nauk medycznych Edwarda De Bono, którego praca była inspiracją podczas wykładu.

Myślenie lateralne jest przeciwieństwem myślenia wertykalnego. Jest to przeciwieństwo o tyle niefortunne, iż "wertykalne" to "pionowe", więc przeciwieństwem naturalnym tegoż jest myślenie "horyzontalne" ("poziome"). Tak więc "lateralne" nie ma jako takiego dobrego przeciwieństwa. Skąd wziął się taki podział? Spójrzmy na dany problem jak na poszukiwanie skarbu. Osoba myśląca tylko i wyłącznie logicznie, trzymająca się jakiegoś jednego sposobu myślenia i nie zdająca sobie sprawę z ograniczenia płynącego z takiego podejścia, zacznie kopać w jednym miejscu i będzie kopać aż do skutku, pionowo. Może się zdarzyć że na skarb trafi, ale może i nigdy do niego w ten sposób nie dotrzeć. Osoba myśląca horyzontalnie pokopie trochę, po czym gdy już wyjdzie na jaw że miejsce (sposób rozwiązania) jest złe, przesunie się i zacznie kopać od nowa, zwiększając szansę na sukces.

Skąd wzięła się nazwa tematu? Geneza myślowego pudełka to dość znany już problem połączenia dziewieciu kropek. Problem polega na tym, że te dziewięć kropek należy połączyć łamaną złożoną z czterech odcinków. Wszystkie dziewięć, tymi czterema odcinkami. W praktyce, czterema prostymi kreskami bez odrywania ołówka od kartki. Bardzo mało osób było(by) w stanie rozwiązać ów problem, ponieważ większość z nas nakłada na siebie ograniczenia, o których nie było mowy z zadaniu. Wydaje nam się, że te dziewięć punktów to wszystko na co możemy patrzeć, że tutaj kończy się zakres naszego widzenia, a to co jest poza kropkami jest nieważne. Nic bardziej mylnego. W momencie gdy zdamy sobie sprawę, że do wykorzystania jest cała przestrzeń wokół tychże kropek, szansa na znalezienie rozwiązania jest dużo większa.

Sekret innego spojrzenia na problem i jego rozwiązanie został przedstawiony w świetnym filmie Patch Adams, z Robbie Williamsem w roli tytułowej. Podczas wykładu scena wymagała dłuższego wyjaśnienia, tutaj wystarczy króciutki wstęp. Starszy pan chodzi po szpitalu psychiatrycznym z czterema wyciągniętymi palcami i pyta się każdego z napotkanych Ile palców pokazuję?. Za każdym razem jednak, gdy pada odpowiedź Cztery, ów pan oburzony odpowiada że to nieprawda.


Oto kilka problemów, które wymagają odmiennego spojrzenia na warunki w których wystepują:
1) Pewien człowiek kupuje w Chinach ryż za jednego dolara za kilogram, po czym sprzedaje ten sam ryż w USA za dziesięć centów za kilogram. W ten sposób zostaje milionerem! Jak to możliwe?
2) W sali jest osiem osób, a w koszu jest osiem jajek. Każda osoba otrzyma po jednym jajku, ale w koszu wciąż leży jedno. Co się z nim stanie?
3) Dwie osoby rodzą się praktycznie w tym samym czasie. Ten sam rok, miesiąc, dzień, w odstępie pięciu minut. Rodzą się w tym samym szpitalu, mają tych samych biologicznych rodziców (są rodzeni przez tę samą kobietę, ich biologiczną matkę). Jednak mimo wszystko nie są bliźniakami! Jak to możliwe?

Problemów tego typu jest mnóstwo, szkoda miejsca i czasu by wszystkie tutaj opisywać. Ważne jest to, że z każdym z tych problemów wiąże się "pudełko", które ogranicza nasz sukces, którym byłoby rozwiązanie.

Umiejętność myślenia lateralnego to umiejętność wrodzona. Ale jest to umiejętność z którą rodzi się każdy z nas. To stereotypy, szablony i wzory myślenia wpajane nam na co dzień sprawiają, że stopniowo wyzbywamy się jej. Sztuką jest spojrzeć na problem z innej strony, wyjść z pudełka. A zdać sobie sprawę z tego, co nas ogranicza, to połowa drogi. Drogi na końcu której czeka nas kompletna niezależność.

Z pozdrowieniami dla wszystkich którzy chcieli/chcieliby posłuchać tegoż wywodu na żywo, ale nie mieli takiej możliwości.

Ze specjalnymi pozdrowieniami dla kumpla, który nie zdążył na niego (wykład) wrócić z Wielkiego Świata.

21.8.09

Dlaczego mam być dobry?

W związku z moim stosunkiem do religii wiele raz słyszałem pewne pytanie o podstawy mojego postępowania. Wiele osób uważa, że jedyną podstawą bycia dobrym (w szeroko pojętym znaczeniu tego wyrażenia), jest wiara, że te dobre uczynki otworzą drogę do Raju, Nirwany itp. Że będąc dobrym dostanę się do jakiegoś lepszego miejsca po śmierci.

Jakże to egoistyczne.

Czyli teraz będę dobry tak naprawdę dla siebie a nie dla innych. Bo to ja ewentualnie się gdzieś dostanę.

Wiele osób nie rozumie ateistów. Prawda jest taka, że moje pokolenie jest jeszcze wychowywane w duchu głębokiej wiary, do której należy się odnosić w momencie zwątpienia, z niej należy czerpać siły na każdy kolejny dzień. Wierzący wręcz współczują nam, że wtedy gdy oni mogą się z wrócić do istoty wyższej, my jesteśmy sami.

Jakże to nieprawdziwe.

Moralność nie jest cechą religii, tylko człowieka. Może nie zawsze (mam nadzieję że jak najczęściej) staram się być w porządku względem otaczających mnie ludzi i ogólnie, świata. Nie robię tego dlatego, że przeczytałem tego w jakiejś świętej księdze, ani dla własnego zysku którym jest życie pozagrobowe.

Chociaż z drugiej strony w pewnym sensie robię to dla własnego zysku. Sam fakt zrobienia czegoś dobrego, jest dla mnie zyskiem. Tym bardziej, jeśli wiem że sprawiam komuś radość.

Co więc kieruje czynami ateisty? Niemal to samo, co wszystkich innych. Te same zasady, idee i problemy. Tylko ja nie uważam ich za tak niesamowite, że ich powstanie trzeba tłumaczyć przez natchnienie boskie. Dziesięć przykazań przekazanych przez Mojżesza to zbiór prawd tak oczywistych, że zapisywanie ich na kamiennych płytach było w mojej opinii niepotrzebne. "Nie zabijaj"? "Czcij ojca swego i matkę swoją"? To nie wiara w Boga każe nam kochać rodziców, tylko miłość do nich. "Nie będziesz pożądał żony bliźniego swego"? Jedna z ważniejszych zasad każdego szanującego się mężczyzny (mam nadzieję że u kobiet działa to podobnie).

Zasad którymi ludzie powinni się kierować jest znacznie więcej, niż te dziesięć prostych haseł. Trzeba mieć własne zasady, dzięki którym zamiast odwracać ze wstydu głowę od lustra, można było spojrzeć z dumą i powiedzieć że jesteśmy tacy jacy chcemy być.

Mam nadzieję że raz na jutro rozwiałem wszelkie wątpliwości odnośnie moralności ateistów/niewierzących.

Pozdrawiam.


Jeśli ktoś odniósł wrażenie że nie szanuję wierzących jest w błędzie, po prostu nie zgadzam się i nie rozumiem ich spojrzenia na świat przez pryzmat religii. Nie rozumiem też czemu kwestia wierzy-nie wierzy nie może być postrzegana jak kolor długopisu czarny-niebieski (ew. inne). Kolorem długopisu ludzie nie są zaskoczeni. No big deal.

23.7.09

Wakacyjne zajęcia..

No właśnie. Dwa-trzy miesiące wakacji to potwornie dużo czasu. Ciąża borsuka trwa nawet krócej. W każdym razie, jest to okres, w którym faktycznie sami możemy sobie zaplanować czym chcemy się zająć.

Generalnie, pierwszym pytaniem jest, czy chcemy bezgranicznie odpocząć i odprężyć się, czy też chcemy "coś z sobą zrobić". Niby odpowiedź jest oczywista, ale czy jest tak rzeczywiście?

Odpocząć można w różny sposób. Możemy się wylegiwać w łóżku do południa, coś zjeść, obejrzeć ciekawy program w telewizji, wyjść wieczorem ze znajomymi. Tylko czy faktycznie w ten sposób odpoczniemy? Mocno wątpliwe. Chociażby zbyt długi sen źle wpływa na nas, bo wstając jesteśmy ospali, a na ospałość najlepszą bronią jest sen. I tak w kółko.

Możemy też postawić na aktywny wypoczynek. Począwszy od biegania lub regularnej jazdy na rowerze, przez ulubiony sport, po wypady w góry lub nad morze. Wypoczynek nad morzem może się przekształcić w zwykłe leniuchowanie opisane wyżej, ale jednak widok półnagich wczasowiczów na plaży zachęca do ruchu. W końcu grając w siatkówkę plażową, lub pływając można trafić na kogoś interesującego ;) Wypady w góry mają nieco inny charakter, bo jest to jak rowerowa jazda drużynowa. W grupie idziemy, atmosfera jest nieco inna, co w żadnym razie nie znaczy że jest jakkolwiek gorzej.

W końcu, możemy skupić się na rozwoju intelektualnym. Brzmi to fatalnie, bo jak można pracować w wakacje, po ciężkim roku w szkole/ na uczelni. Ale z drugiej strony, nie jest to takie złe. Nie mówię tutaj o najzwyklejszym czytaniu dobrych książek (o tym innym razem), lecz o czymś wymagającym myślenia, skupienia. W wakacje można się zainteresować literaturą spoza naszych głównych obszarów codziennej pracy. Odrobina filozofii dla informatyka, czy ciekawostki z fizyki dla humanistki pomagają rozszerzyć horyzonty, wpływają na rozwój ogólny człowieka. Oczywiście, nie widzę nic złego w poszerzeniu swojej wiedzy z dziedziny którą mamy do czynienia codziennie, ale sugeruję spojrzenie tam, gdzie zwykle wzrokiem nie sięgamy.

Ostatnim sposobem spędzania czasu, który wtedy już nie jest wolny, jest praca. To wg mnie bardzo dobry pomysł, nie tylko ze względu ekonomicznego, ale z racji możliwości zdobycia doświadczeń i "czegoś nowego", czego nie ma na co dzień.

Nie wspominam tutaj o takich sposobach wypoczynku, jak wypady na koncerty, festiwale, konferencje czy jednorazowe spotkania (np. Lednica), bo takie coś, to tylko ułamek wakacji.

Na co chciałem zwrócić uwagę, to umiejętność połączenia powyższych. Wiem, podczas wakacji trudno się zmobilizować. Pisząc te słowa, siedzę w ogrodzie w potwornym upale nie mając ochoty zabrać się za leżącą obok książkę, czy też za skoszenie trawnika. Ale jak skończę, to zrobię to i owo, bo bezczynność to najgorsze co może mnie spotkać. Bo z robieniem czegoś konstruktywnego jest jak z biegiem. Dopóki utrzymam swoje tempo, mogę biegać długo. Jednak kiedy się zatrzymam, ciężko mi będzie zacząć biec dalej.

Podsumowując, bo do jakichś wniosków trzeba dojść, powinniśmy łączyć różne sposoby spędzenia czasu. Może przez miesiąc popracujemy, wieczorem relaksując się przy dobrej lekturze? Potem pojedziemy na kilka dni nad morze ze znajomymi, popracujemy nad kondycją, a po powrocie odkryjemy, że niebieskie kwarki nie mają nic wspólnego z kolorem nieba i ok. 95% odnośników na stronach internetowych? Wszystkiego po trochu. Po trzech miesiącach uznamy, że faktycznie zrobiliśmy wiele, odpoczęliśmy i zyskaliśmy podczas wakacji.

Z dedykacją dla Czytelniczki, która przeczytać tego nie może.
Ale wróci :)

19.6.09

Niepotrzebne spojrzenie w przeszłość

Witam, po długim czasie od napisania dwóch notek w wersji papierowej (jedna mi zaginęła:/), zdecydowałem się jedną z nich tutaj zamieścić. Miłej lektury:)


Czy zdarzyło Ci się zrobić coś, czego żałowałaś niemal natychmiast? A może coś wydawało się dobre z początku, ale po dłuższym zastanowieniu nie dawało Ci spokoju? Takie są właśnie uroki przesadnego myślenia o przeszłości...

Często spotykam się ze zdziwieniem, gdy nie chcę mówić o niedawnym sprawdzianie czy kartkówce. Owszem, nie lubię, bo powoduje to kompletnie niepotrzebny stres. Wyobraźmy sobie sytuację, gdy wychodzimy ze sprawdzianu: po ciężkiej nauce i stresogennym rozwiązywaniu zadań na teście, mózg (ciało też) zasłużył na odrobinę relaksu. Tymczasem, zaraz za drzwiami - ogólna panika! Czy miało być A czy C? A może B? Zamiast odprężyć się, zaczynamy się zastanawiać, czy nasza praca nie poszła na marne. Absurd tej sytuacji polega na tym, że nie możemy nic zrobić.

Śmiej się z rzeczy, na które nie masz wpływu.

Dlatego o wynikach, w mojej opinii, należy szybko zapomnieć. Jeśli nie poszło, to nie poszło. Nie ma co dramatyzować, tylko ewentualnie poprawić.

Powyższe uwagi odnoszą się nie tylko kwestii sprawdzianów. Podjętym decyzjom ogólnie należy się czas, by stało się jasnym, czy były trafne...

23.5.09

King James himself

Żeby już nikt nie pytał, kto to jest ten LeBron James...



If you don't like that, you don't like NBA basketball...

5.5.09

Take a break!

Jakby ktoś nie zauważył, jesteśmy właśnie w specyficznym momencie roku. Zostały niecałe dwa miesiące do końca roku szkolnego, trochę mniej do sesji. W najgorszej sytuacji są maturzyści (w momencie pisania tego tekstu mieli jeszcze kilka dni, teraz już są w trakcie pierwszej sesji w ich życiu). Zakładam w swojej naiwności, że wszyscy w okresie ostatnich kilku miesięcy pracowali, z większą lub mniejszą intensywnością. Tak czy siak, po pewnym czasie skupienia i starania się, nadchodzi moment zwątpienia i zniechęcenia. Nic dziwnego, tak bowiem działa ludzki mózg.

Powyższe spostrzeżenie sprawdza się również w skali krótkoterminowej. Jeżeli będziemy się uczyli czegoś non-stop, to po pewnym czasie (zwykle 30-45 minut) chłonność umysłu, a zarazem efektywność nauki, spada.

Co zrobić, gdy nadejdzie moment jak-mi-się-nie-chce-poddaję-się? Czy harować do oporu, licząc na to, że lenistwo minie? Z doświadczenia wiem, że siłowe rozwiązanie to jakby próbować wyjechać samochodem zakopanym w śniegu. Im dłużej będziemy wciskali gaz, tym głębiej będziemy się zapadać. Chyba nie chcemy utknąć w tym samym miejscu, czekając na odwilż?

Wymuszona praca, opłacona ogromnym wysiłkiem, nie sprawi nam przyjemności, a i efekty będą mniej zachwycające niżbyśmy chcieli.

Przepis na przetrwanie momentu słabości jest całkowite i intensywne lenistwo, połączone z zajęciem się swoim hobby (jeśli nie masz takowego, to rób cokolwiek ciekawego i bawiącego Cię).

Kiedy czujesz, że nie masz na nic siły, weź do ręki kalendarz. Znajdź w nim dwa kolejne dni, podczas których nie zrobisz nic. Kompletne zero wysiłku, stresu, pracy. Wyśpij się, zjedz coś pysznego i naładuj swoje akumulatory. Wiem, że działa. Wiem też dlaczego.

Mózg jest na tyle rozwiniętym, a zarazem ambitnym organem, co sprawia że nie chce być bezużyteczny. Boli go brak pracy. Po dwóch dniach będzie chciał udowodnić, jak bardzo może być przydatny. Pamiętam przypadek jednej z koleżanek (swego czasu czytelniczka tegoż bloga, mam nadzieję, że wciąż tutaj zagląda), która po maturze odczuwała potrzebę robienia czegoś. Jest żywym dowodem na to, że powyższa teoria ma w sobie choć cząstkę prawdy.

Dla niedoświadczonych leniuchów zamieszczam Dekalog Człowieka Szczęśliwego:
1) Człowiek rodzi się zmęczony i żyje aby odpoczywać.
2) Kochaj swe łóżko jak siebie samego.
3) Odpoczywaj w dzień, abyś mógł spać w nocy.
4) Jeśli widzisz kogoś odpoczywającego, pomóż mu.
5) Praca jest męcząca więc należy jej unikać.
6) Co masz zrobić dziś zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni wolnego.
7) Jeśli zrobienie czegoś sprawia ci trudność, pozwól zrobić to innym.
8) Nadmiar odpoczynku nikogo nie doprowadził do śmierci.
9) Kiedy ogarnia cię ochota do pracy, usiądź i poczekaj aż ci przejdzie.
10) Praca uszlachetnia, lenistwo uszczęśliwia.

Zapraszam do przedstawienia swojego spojrzenia na problem i pozdrawiam :)
 
.