W związku z moim stosunkiem do religii wiele raz słyszałem pewne pytanie o podstawy mojego postępowania. Wiele osób uważa, że jedyną podstawą bycia dobrym (w szeroko pojętym znaczeniu tego wyrażenia), jest wiara, że te dobre uczynki otworzą drogę do Raju, Nirwany itp. Że będąc dobrym dostanę się do jakiegoś lepszego miejsca po śmierci.
Jakże to egoistyczne.
Czyli teraz będę dobry tak naprawdę dla siebie a nie dla innych. Bo to ja ewentualnie się gdzieś dostanę.
Wiele osób nie rozumie ateistów. Prawda jest taka, że moje pokolenie jest jeszcze wychowywane w duchu głębokiej wiary, do której należy się odnosić w momencie zwątpienia, z niej należy czerpać siły na każdy kolejny dzień. Wierzący wręcz współczują nam, że wtedy gdy oni mogą się z wrócić do istoty wyższej, my jesteśmy sami.
Jakże to nieprawdziwe.
Moralność nie jest cechą religii, tylko człowieka. Może nie zawsze (mam nadzieję że jak najczęściej) staram się być w porządku względem otaczających mnie ludzi i ogólnie, świata. Nie robię tego dlatego, że przeczytałem tego w jakiejś świętej księdze, ani dla własnego zysku którym jest życie pozagrobowe.
Chociaż z drugiej strony w pewnym sensie robię to dla własnego zysku. Sam fakt zrobienia czegoś dobrego, jest dla mnie zyskiem. Tym bardziej, jeśli wiem że sprawiam komuś radość.
Co więc kieruje czynami ateisty? Niemal to samo, co wszystkich innych. Te same zasady, idee i problemy. Tylko ja nie uważam ich za tak niesamowite, że ich powstanie trzeba tłumaczyć przez natchnienie boskie. Dziesięć przykazań przekazanych przez Mojżesza to zbiór prawd tak oczywistych, że zapisywanie ich na kamiennych płytach było w mojej opinii niepotrzebne. "Nie zabijaj"? "Czcij ojca swego i matkę swoją"? To nie wiara w Boga każe nam kochać rodziców, tylko miłość do nich. "Nie będziesz pożądał żony bliźniego swego"? Jedna z ważniejszych zasad każdego szanującego się mężczyzny (mam nadzieję że u kobiet działa to podobnie).
Zasad którymi ludzie powinni się kierować jest znacznie więcej, niż te dziesięć prostych haseł. Trzeba mieć własne zasady, dzięki którym zamiast odwracać ze wstydu głowę od lustra, można było spojrzeć z dumą i powiedzieć że jesteśmy tacy jacy chcemy być.
Mam nadzieję że raz na jutro rozwiałem wszelkie wątpliwości odnośnie moralności ateistów/niewierzących.
Pozdrawiam.
Jeśli ktoś odniósł wrażenie że nie szanuję wierzących jest w błędzie, po prostu nie zgadzam się i nie rozumiem ich spojrzenia na świat przez pryzmat religii. Nie rozumiem też czemu kwestia wierzy-nie wierzy nie może być postrzegana jak kolor długopisu czarny-niebieski (ew. inne). Kolorem długopisu ludzie nie są zaskoczeni. No big deal.
21.8.09
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)