13.12.08

Dzień dobry, do widzenia

Niestety, ostatnio trudno mi znaleźć czas na napisanie czegoś ciekawego. Nie dlatego, że czas mam ciągle zajęty - mała intensywność pracy na początku roku akademickiego bardzo negatywnie wpłynęła na moją samoorganizację. Ale o tym innym razem.

Nie mam czasu pisać czegoś ciekawego. Pisać, ogólnie, byłbym w stanie. Ale pisanie na blogu tylko po to by coś było wg mnie mija się z celem. Ale o tym innym razem.

Ostatnio pewne zbiegi okoliczności sprawiły, że mogłem spełnić jedno ze swoich marzeń, związanych z koszykówką. Nie ma co być przesadnie skromnym: znam się na tym dobrze i wielką frajdę sprawia mi dzielenie się wiedzą. Dobrze jest mieć coś, czym można się pochwalić i co można przekazać innym. Ale o tym innym razem.

O czym więc tym razem? Kilka słów o podświadomości, samopoczuciu, zimie. Zastanawiałem się od dłuższego czasu czy moja teza ma jakiekolwiek uzasadnienie i ostatnio ostatecznie doszedłem do wniosku, że coś w tym jest.

A więc:
Jest czerwiec, ok. godziny siódmej wieczorem. Przychodzę na angielski i witam się z lektorami poprzez dzień dobry. Dlaczego? Przecież wg Anglików od ok. szóstej jest wieczór, więc powinienem powiedzieć dobry wieczór. Dlaczego więc tak nie robię? W czerwcu o siódmej wieczorem jest jasno, czasem nawet świeci słońce, jest optymistycznie. Słowem jest popołudnie.

Grudzień, godz. przed czwartą po południu. Ciemno, zimno, nieprzyjemnie. Audycja w "Trójce". Rozmowa z ekspertem od mniejsza już o to jakiej sprawy, zaczyna się od dobry wieczór, a kończy na (o zgrozo!) dobranoc. Jakby to ujął mój dobry kumpel:
To jakaś kpina jest po prostu!
Dokładnie tak. Sami zaciskamy sobie pętlę na szyi. Dzień słoneczny trwa od ok. 7 do 15. Ja na nogach jestem od ok. 7 do północy, czyli teoretycznie pracuję dziewięć godzin w nocy!

Nic dziwnego, że lubimy bardziej dzień letni od zimowego. Nie dość, że ten zimowy jest ciemny i męczący, to nie dajemy mu szans na wydłużenie się. Podświadomością należy sterować, jest to przecież możliwe. Kto wie, może do widzenia o godzinie szóstej-siódmej wpłynie choć trochę lepiej na panią w sklepie, której nie przyjdzie do głowy myśl Ech, ja tu siedzę od rana do nocy...?

PS
Oczywiście bardzo uogólniłem spojrzenie na (nie)lubienie zimowego dnia. Jazda na nartach, wycieczki górskie i lepienie bałwana też jest fascynujące. Ja ośmielam się twierdzić jednak, że bardziej lubimy słońce, żagle, grę w piłkę na powietrzu i puszczanie latawca.

PS
Co to jest szpryc? Nie chodzi mi o termin z budownictwa, tylko znaczenie slangowe. Serio się pytam, bo nikt mi nie potrafi powiedzieć...

30.11.08

Poczytaj swojego bloga...

Tak, wróciłem. Ostatnimi czasy wydarzyło się zbyt wiele złych rzeczy, że nie ma co czekać chwili dłużej. Trzeba naładować akumulatory i działać dalej na pełnych obrotach. Przecież ścieżka, którą kroczyłem nigdzie mnie nie zaprowadzi. Liczy się którędy pójdę teraz.

Ogarnęła mnie ostatnio chwila zwątpienia w coś, o czym marzę nieprzerwanie od dłuższego czasu. Wtedy z pomocą przyszedł mi pewien mądry człowiek i wywrócił moje myślenie upside down:
Nie ma rzeczy niemożliwych. Jeśli myślisz że czegoś nie potrafisz, to znaczy że za mało chcesz.

Chcę bardzo. Ów człowiek dwoma zdaniami właściwie zakończył rozmowę. Pozostawił mnie bez wyjścia. Wprowadził mnie do pokoju z dwoma drzwiami: jedne prowadziły do sukcesu, drugie do porażki. Jedne uchylił, a drugie zamknął na klucz. Jakby chciał mi powiedzieć: "Stąd da się wyjść tylko jedną drogą. Ale i tak wybór należy do Ciebie."

Do sukcesu, jak do mety, trzeba dojść małymi kroczkami. Nie ma co podbiegać, bo sprint z górki w jednym miejscu może oznaczać zadyszkę i wyczerpanie pod górę w innym.

Klepsydra może odmierzać czas miliona lat, ale piasek spada po jednym ziarenku...

Z dedykacją do owego mądrego człowieka, który naładował mnie chęcią...


Nie mógłbym zakończyć bez drugiego cytatu. Nie zdarza mi się często, by ktoś zagiął mnie jednym zdaniem. Jak widać, da się.
- Nie, to nie ma sensu. To tak jakbyś chciał rozpalać ognisko mokrym drewnem.
- Potrzebujesz tylko benzyny...

3.11.08

Akcja "160 znaków"

To mnie gryzie od lat, ale dziś mi się przypomniało :D. Tu od razu apel do miłego człowieka który mi o tym dziś przypomniał: to nie jest post skierowany do Ciebie, nie chcę żebyś to zbytnio do siebie brał :] Chodzi mi o ogólny zarys problemu ;)

Ale o co chodzi? Otóż temat odnosi się do długości SMSów. Nie chodzi mi o to, by w każdej wiadomości był nagłówek w wołaczu, pełne zdania, polskie znaki, czy podpis (za to ostatnie to nieraz musiałem się tłumaczyć :D). Chodzi mi o to, że SMS kosztuje tyle samo niezależnie od długości (wyjątkiem są wiadomości z polskimi znakami, ale to jest patologia i nie będę o tym złodziejstwie mówił), dlatego nie warto ograniczać się do "ok", "spoko", "dlaczego?", "dzięki" itp. Poniżej przedstawiam kilka zwrotów, którymi możemy wypełnić zapas znaków:

Dla optymizmu:
Milego dnia (11 znaków)
Dla optymizmu 2.0:
Milego dnia Ci zycze (20 znaków)
Dla kumpla/ kumpeli:
3maj sie (8 znaków)
Dla wdzięczności:
Super! Naprawde wielkie dzieki! (31 znaków)
Dla otuchy:
Powodzenia! Nie daj sie! (24 znaki)
Dla Kogoś Bliskiego (przyjaciel albo dalej:D)
Jesteś kochany|a! Buziaki (23 znaki)
Dla absolutnych minimalistów:
:) (2 znaki!)
I WIELE WIĘCEJ...

Taki SMS poprawia humor odbiorcy, często w odpowiedzi można przeczytać coś równie sympatycznego. Miłej korespondencji życzę :)

13.10.08

I tak jej już nigdy nie spotkam...

...więc po co mam być miły?

Pewnie nie raz zdarzyło nam się tak pomyśleć, prawda? Generalnie specjalnie nie przywiązujemy wagi do kontaktów z ludźmi, z którymi kontakt wydaje się nam krótkotrwały. Idąc w drugą stronę: spotykając ludzi, z którymi wiemy że będziemy spędzać dużo czasu, staramy się być jakby swoją lepszą wersją, żeby nie odstraszyć ich od siebie.

Pytanie: Czy bycie miłym powoduje aż takie zużycie naszej wewnętrznej baterii, że nie może stać się codziennym sposobem na kontakt?

Miałem o tym napisać kilka dni temu, ale jakoś wyleciało mi z głowy. Pomysł zrodził się, gdy widziałem pewnego pana pełniącego rolę jakby portiera, do którego ustawiła się kolejka sześciu osób. Każda z nich pytało o inne miejsce, do każdej pan się uśmiechnął i spokojnie wyjaśnił w którym kierunku dokładnie mają się udać. Bardzo możliwe, że nigdy więcej z tymi osobami nie zamieni słowa, ale postarał się zrobić na sobie dobre wrażenie, co mu się z pewnością udało. Cóż go to kosztowało?

Idę sobie na tramwaj, widzę stoisko z owocami i warzywami. Pomyślałem, że jabłko będzie ciekawym wzbogaceniem jadłospisu :]. Podchodzę do jabłek, zaczynam wybierać, na co starszy pan, z uśmiechem i szczerością mówi: Te wyżej są twardsze, jakby pan wolał. Nie ukrywam, że mnie zaskoczył, ale ucieszyłem się, bo właśnie takich jabłek szukałem. Kilkoma słowami jeszcze mi je polecił, wziął ode mnie, zważył i powiedział ile mam zapłacić. Wszystko w przyjaznej atmosferze. Ktoś powie: typowy chwyt sprzedawcy. Zgoda. Słowa są proste do nauczenia, ale sposób w jaki należy je wypowiedzieć często wykracza poza zdolności sprzedających...

Kto był kiedyś w Tesco, Carrefourze itp. wie, że po podejściu do kasy, słyszymy 'Dzień dobry'. Bardzo chłodne i sztuczne słowo. Czasami, ale bardzo rzadko, zdarza się miła wersja pozdrowienia. To różni kasjerów w naszym kraju od tych z Holandii (niemieckich i brytyjskich zbyt dobrze nie pamiętam, więc podaję przykład którego jestem pewien). W krainie rowerów, tulipanów, wiatraków i depresji, klient zdaje się być od razu przyjacielem. Sprzedawca czerpie radość z obecności klienta, niejako dziękując za zakupy akurat w tym miejscu. Niby nieważne, ale może rozświetlić ponury dzień.

Oczywiście, zdarza się, że spotkanie z nieznaną osobą ma związek z nieprzyjaznymi okolicznościami. Na przykład musimy czegoś zabronić, coś skrytykować itp. Ostatnio poszedłem sobie na obiad, zauważyłem że część stołów jest, wyjątkowo, nakryta obrusami. Nie było żadnej kartki, jestem klientem - siadam. Nagle słyszę: Nie widać że jest nakryte? Kobieta wyprowadziła mnie z równowagi. Nie widać też, że nie można siadać :}

Alternatywa reakcji:
Proszę tutaj nie siadać, miejsca są zarezerwowane. - koniec rozmowy. Nie mam się z czym kłócić, na co denerwować, nie mam prawa być zły. Proste? A jednak.

Co mnie skłoniło dziś do napisania tego i owego? Wizyta w ksero, przede mną stoi pan który drukuje mnóstwo stron, w dwóch kopiach, obie prosi oprawić w twarde oprawki. Z racji czasu druku, wyszedł na chwilę z ksera, po chwili wraca zobaczyć czy już itp. W (tzw. :D) międzyczasie do punktu ksero wchodzi pani tam pracująca, niejako przejmuje sprawę wspomnianego wyżej pana, kończy druk i odkłada kartki. Pan wraca, pyta się czy jest już oprawione. Pani się go pyta:
Oprawić w twarde?.
Tak, tak jak mówiłem - delikatne zniecierpliwienie, ale miłym głosem
Rozumiem, wie pan, ja teraz przyszłam i nie wiedziałam
Jasne, nie ma sprawy - od razu jest przyjemnie :)

Tak więc, drodzy moi: postarajcie się o uśmiech i przyjazny ton dla obcych. Mam nadzieję, że o tym samym w stosunku do przyjaciół i najbliższych nie muszę wspominać :)

PS
Rozumiem, wie pan, ja teraz przyszłam i nie wiedziałam wiąże się z inną sprawą - z wyjaśnieniem przyczyny danej sytuacji. Wg badań, ponad 60% więcej da się załatwić, podając drugiej osobie przyczyny naszej potrzeby. Badania były przeprowadzane na podstawie sytuacji: kolejka w punkcie ksero (zbieg okoliczności :D) i zdanie Czy mogliby mnie państwo przepuścić, ja tylko chciałabym to i to skserować. Magia.

7.10.08

Będzie dobrze... Musi być!

Kilka słów o studiach. Z tego co zauważyłem, wydaje się że nie będzie tak źle i ciężko jak myślałem wcześniej. Co prawda nigdy nic nie wiadomo, kto na co będzie zwracał uwagę :] Ale naszła mnie taka myśl, którą przekazał mi pewnego dnia pewien mądry człowiek: Podejdź do tego pewnie, ale z pokorą.

I to jest klucz do trudnych i nowych sytuacji w naszym życiu. Dobrze pamiętam jak zdawałem prawo jazdy. Za pierwszym razem byłem pewny siebie, jak się okazało zbyt pewny. Za drugim razem było wręcz odwrotnie, nie wierzyłem kompletnie że może się udać. Za trzecim razem, podświadomie, znalazłem się pośrodku. Wiele czynników miało wpływ na taki stan, koniec końców - udało się.

Być pewnym, czyli znać swoją wartość, swoje umiejętności, możliwości. Wierzyć że da się zrobić to, co chcę. Iść na egzamin, sprawdzian, rozmowę kwalifikacyjną, randkę czy do urzędu z nastawieniem osiągnięcia tego, co w danej sytuacji jest celem.

Mieć pokorę, czyli zdawać sobie sprawę z braków, rzeczy/osób które mogą nam pokrzyżować plany. Zwracać na nie uwagę, nie zapominając o rzeczach które zwykle nam nie przeszkadzają. Ucząc się na sprawdzian/ egzamin nie omijać materiału który znamy, tylko przeczytać. Nic nie tracisz. Kiedyś na angielskim nie mogłem sobie za nic przypomnieć, jak jest "lotnisko", przez co moja wypowiedź nie była taka jaką sobie wymarzyłem. Proste słowo, użyte nie raz, nauczone wieki temu. Zabrakło mi go.

Pewność siebie + pokora = recepta na sukces :)

Pozdrawiam ;)

PS
Słomek-poeta zaczął pisać wiersze :]
Let me tell you a story I’ve heard the other day,
It might not get you in, but it certainly may.

(dalsza część nigdy nie opublikowana, zgodnie z daną obietnicą)

27.9.08

Easy...

W tym miejscu umieszczony był klip wideo z YouTube, niestety z nieznanych mi przyczyn, film zniknął, dlatego też jestem zmuszony usunąć go stąd :/

Świetny rytm, wspaniały tekst i fenomenalne wykonanie. W przeciwieństwie do Lionela Richiego, Cas Haley zdaje się napełniać słuchacza radością...

So I'm easy like Sunday morning, bo od poniedziałku z dala od Bielska :]



PS
Naprawiłem problem z niemożnością komentowania nowych wpisów. Chętnie poczytam komentarze, bo jak mawiała (pewnie dalej mawia, mam nadzieję że to przeczyta) moja licealna przyjaciółka: 'Słomek potrzebuje akceptacji...' ;)

26.9.08

Przecież to mi się nie uda...

Nie będę tego robił. Bo się nie uda. No przecież widzę, że nie potrafię. Może coś innego zrobię. Zrobię coś, w czym jestem lepszy.

Zdarza Ci się tak mówić? Tak myślisz? Przecież wiesz dobrze, że takie myślenie jest złe. Posiadać wiedzę, stosować ją w praktyce - połączenie tych dwóch rzeczy jest kluczem do sukcesów.

Chciałem zwrócić się specjalnie do tej, niestety sporej, grupy ludzi którzy odwracają się od swoich marzeń, bo zwątpienie w sukces ich zatrzymuje.

Nie wszystko, co chcemy osiągnąć, uda się od razu. Często trzeba poświęcić wiele czasu, potu, krwi lub łez, by dopiąć swego. Ostatnio, w obliczu pojawienia się w Polsce programu "Mam talent", postanowiłem zainteresować się edycjami tegoż w innych krajach, a dokładnie w USA i w Wielkiej Brytanii. Mógłbym opowiadać o wielu ciekawych historiach, ale najbardziej intrygująca, w mojej opinii, jest walka 14-letniego George'a, tancerza. W pierwszej edycji brytyjskiego programu odpadł już na początku, by powrócić rok później. Był lepszy, sprawniejszy i zdeterminowany, by odnieść sukces. Doszedł do finału, gdzie pokonał wszystkich i zwyciężył w całym programie.
I've just got bigger and better.
- odpowiedź chłopaka na pytanie, co robił przez rok.

Powiedzmy, że mówię Ci: Nie potrafisz grać na gitarze, daj sobie spokój. Albo: Co jak co, ale taniec nie jest dla Ciebie... Mówię to szczerze, bo uważam że tak jest i nie chcę się mylić. Jeśli ktoś uważa inaczej, nie znaczy że zmienię zdanie. Co jeśli jednak mi się sprzeciwisz, zaczniesz ćwiczyć częściej i mocniej, w wierze i determinacji nauczysz się robić to czy tamto lepiej? Bardzo możliwe, że zmienię zdanie. A już na pewno docenię Twój wysiłek i z pewnością tego Ci pogratuluję. Jeśli ja, jako człowiek który rzadko (ale jednak czasem) przyznaje się do błędu mogę zmienić swoje zdanie, możesz założyć że każdy może je zmienić. Jeśli ktoś powie Ci "nie", to nie znaczy, że stan ten pozostanie niezmienny.

Wielokrotnie znajomi pytali się mnie, dlaczego podczas gry w kosza ryzykuję swoje zdrowie w obronie, "nurkuję po piłkę" często ryzykuję kontuzje, siniaki i obdarte kolana.
You've got to have the heart. You've got to have the will. That's the biggest talent.
- Karl Malone, były koszykarz
Wkładam w grę swoje serce. Bo nie mam zamiar się poddać, dopóki mam najmniejsze szanse na zwycięstwo. Dla sukcesu warto się poświęcić.

Podsumowując:
Don't give up :)


Never stop belivin' babe!
trener Doc Rivers, do Kevina Garnetta (najlepszy gracz drużyny) pod koniec meczu, który logicznie rzecz biorąc nie dało się wygrać, ale dzięki walce i świetnej końcówce...

22.9.08

Koniec lata, najweselszej pory roku...

...nie oznacza jakiegokolwiek załamania. Teraz właśnie nastał czas na poważną próbę naszego nastawienia do życia. Najłatwiej bowiem wstać rano, spojrzeć na zachmurzone niebo, mokre ulice, termometr i oddać dzień bez walki. Zwłaszcza jeśli przeziębienie (tudzież grypa) postanowiło dać o sobie znać.

Co w takim razie robić?

Kilka porad dla początkującego optymisty:
1 Wstań wtedy gdy się wyśpisz (w wersji dla ucznia: połóż się spać wystarczająco wcześnie, by być w miarę pozytywnie nastawionym do budzika rano) i nie patrz przez okno.
2 Idź do łazienki i szczerze uśmiechnij się do swojego odbicia, a może w zamian również ujrzysz uśmiech? Pełen optymizmu opuść łazienkę i zjedz coś, co lubisz.
3 Wyjrzyj przez okno i nie odwracaj głowy, zanim nie zobaczysz czegoś fajnego: uśmiechniętego przechodnia, super samochodu, śpiewającego ptaszka, lub nawet parasola w nadzwyczajnym kolorze.
4 Obdarz radością napotkanych ludzi - może w ten sposób ich dzień będzie jaśniejszy, a od jutra sami będą radować innych?
5 Znajdź w ciągu dnia chwilę, na coś co poprawi Ci humor: filmik w internecie, wesoła i szalona rozmowa z przyjacielem na GG, film, ciekawa książka itp.
6 Nie idź spać z nadzieją na równie dobry następny dzień. Idź spać z pewnością, że jutro (albo dzisiaj, w zależności od godziny zasypiania :]) będzie po prostu fajne. Nie porównuj jutra z dzisiaj, dzisiaj z wczoraj, dnia ze sprawdzianem z fizyki do dnia w którym zdałeś prawo jazdy. Jak to odkrył kiedyś psycholog Hektor, porównania prowadzą do braku szczęścia (cytatu niestety nie pamiętam, mi amiga :]).

Post z dedykacją dla tych, którzy nie wierzą że powyższe działa:
Oczywiście że nie zadziała, jeśli w to nie uwierzysz.

Don't think you are. Know you are.
 
.