Żeby już nikt nie pytał, kto to jest ten LeBron James...
If you don't like that, you don't like NBA basketball...
23.5.09
5.5.09
Take a break!
Jakby ktoś nie zauważył, jesteśmy właśnie w specyficznym momencie roku. Zostały niecałe dwa miesiące do końca roku szkolnego, trochę mniej do sesji. W najgorszej sytuacji są maturzyści (w momencie pisania tego tekstu mieli jeszcze kilka dni, teraz już są w trakcie pierwszej sesji w ich życiu). Zakładam w swojej naiwności, że wszyscy w okresie ostatnich kilku miesięcy pracowali, z większą lub mniejszą intensywnością. Tak czy siak, po pewnym czasie skupienia i starania się, nadchodzi moment zwątpienia i zniechęcenia. Nic dziwnego, tak bowiem działa ludzki mózg.
Powyższe spostrzeżenie sprawdza się również w skali krótkoterminowej. Jeżeli będziemy się uczyli czegoś non-stop, to po pewnym czasie (zwykle 30-45 minut) chłonność umysłu, a zarazem efektywność nauki, spada.
Co zrobić, gdy nadejdzie moment jak-mi-się-nie-chce-poddaję-się? Czy harować do oporu, licząc na to, że lenistwo minie? Z doświadczenia wiem, że siłowe rozwiązanie to jakby próbować wyjechać samochodem zakopanym w śniegu. Im dłużej będziemy wciskali gaz, tym głębiej będziemy się zapadać. Chyba nie chcemy utknąć w tym samym miejscu, czekając na odwilż?
Wymuszona praca, opłacona ogromnym wysiłkiem, nie sprawi nam przyjemności, a i efekty będą mniej zachwycające niżbyśmy chcieli.
Przepis na przetrwanie momentu słabości jest całkowite i intensywne lenistwo, połączone z zajęciem się swoim hobby (jeśli nie masz takowego, to rób cokolwiek ciekawego i bawiącego Cię).
Kiedy czujesz, że nie masz na nic siły, weź do ręki kalendarz. Znajdź w nim dwa kolejne dni, podczas których nie zrobisz nic. Kompletne zero wysiłku, stresu, pracy. Wyśpij się, zjedz coś pysznego i naładuj swoje akumulatory. Wiem, że działa. Wiem też dlaczego.
Mózg jest na tyle rozwiniętym, a zarazem ambitnym organem, co sprawia że nie chce być bezużyteczny. Boli go brak pracy. Po dwóch dniach będzie chciał udowodnić, jak bardzo może być przydatny. Pamiętam przypadek jednej z koleżanek (swego czasu czytelniczka tegoż bloga, mam nadzieję, że wciąż tutaj zagląda), która po maturze odczuwała potrzebę robienia czegoś. Jest żywym dowodem na to, że powyższa teoria ma w sobie choć cząstkę prawdy.
Dla niedoświadczonych leniuchów zamieszczam Dekalog Człowieka Szczęśliwego:
1) Człowiek rodzi się zmęczony i żyje aby odpoczywać.
2) Kochaj swe łóżko jak siebie samego.
3) Odpoczywaj w dzień, abyś mógł spać w nocy.
4) Jeśli widzisz kogoś odpoczywającego, pomóż mu.
5) Praca jest męcząca więc należy jej unikać.
6) Co masz zrobić dziś zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni wolnego.
7) Jeśli zrobienie czegoś sprawia ci trudność, pozwól zrobić to innym.
8) Nadmiar odpoczynku nikogo nie doprowadził do śmierci.
9) Kiedy ogarnia cię ochota do pracy, usiądź i poczekaj aż ci przejdzie.
10) Praca uszlachetnia, lenistwo uszczęśliwia.
Zapraszam do przedstawienia swojego spojrzenia na problem i pozdrawiam :)
Powyższe spostrzeżenie sprawdza się również w skali krótkoterminowej. Jeżeli będziemy się uczyli czegoś non-stop, to po pewnym czasie (zwykle 30-45 minut) chłonność umysłu, a zarazem efektywność nauki, spada.
Co zrobić, gdy nadejdzie moment jak-mi-się-nie-chce-poddaję-się? Czy harować do oporu, licząc na to, że lenistwo minie? Z doświadczenia wiem, że siłowe rozwiązanie to jakby próbować wyjechać samochodem zakopanym w śniegu. Im dłużej będziemy wciskali gaz, tym głębiej będziemy się zapadać. Chyba nie chcemy utknąć w tym samym miejscu, czekając na odwilż?
Wymuszona praca, opłacona ogromnym wysiłkiem, nie sprawi nam przyjemności, a i efekty będą mniej zachwycające niżbyśmy chcieli.
Przepis na przetrwanie momentu słabości jest całkowite i intensywne lenistwo, połączone z zajęciem się swoim hobby (jeśli nie masz takowego, to rób cokolwiek ciekawego i bawiącego Cię).
Kiedy czujesz, że nie masz na nic siły, weź do ręki kalendarz. Znajdź w nim dwa kolejne dni, podczas których nie zrobisz nic. Kompletne zero wysiłku, stresu, pracy. Wyśpij się, zjedz coś pysznego i naładuj swoje akumulatory. Wiem, że działa. Wiem też dlaczego.
Mózg jest na tyle rozwiniętym, a zarazem ambitnym organem, co sprawia że nie chce być bezużyteczny. Boli go brak pracy. Po dwóch dniach będzie chciał udowodnić, jak bardzo może być przydatny. Pamiętam przypadek jednej z koleżanek (swego czasu czytelniczka tegoż bloga, mam nadzieję, że wciąż tutaj zagląda), która po maturze odczuwała potrzebę robienia czegoś. Jest żywym dowodem na to, że powyższa teoria ma w sobie choć cząstkę prawdy.
Dla niedoświadczonych leniuchów zamieszczam Dekalog Człowieka Szczęśliwego:
1) Człowiek rodzi się zmęczony i żyje aby odpoczywać.
2) Kochaj swe łóżko jak siebie samego.
3) Odpoczywaj w dzień, abyś mógł spać w nocy.
4) Jeśli widzisz kogoś odpoczywającego, pomóż mu.
5) Praca jest męcząca więc należy jej unikać.
6) Co masz zrobić dziś zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni wolnego.
7) Jeśli zrobienie czegoś sprawia ci trudność, pozwól zrobić to innym.
8) Nadmiar odpoczynku nikogo nie doprowadził do śmierci.
9) Kiedy ogarnia cię ochota do pracy, usiądź i poczekaj aż ci przejdzie.
10) Praca uszlachetnia, lenistwo uszczęśliwia.
Zapraszam do przedstawienia swojego spojrzenia na problem i pozdrawiam :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)