21.8.09

Dlaczego mam być dobry?

W związku z moim stosunkiem do religii wiele raz słyszałem pewne pytanie o podstawy mojego postępowania. Wiele osób uważa, że jedyną podstawą bycia dobrym (w szeroko pojętym znaczeniu tego wyrażenia), jest wiara, że te dobre uczynki otworzą drogę do Raju, Nirwany itp. Że będąc dobrym dostanę się do jakiegoś lepszego miejsca po śmierci.

Jakże to egoistyczne.

Czyli teraz będę dobry tak naprawdę dla siebie a nie dla innych. Bo to ja ewentualnie się gdzieś dostanę.

Wiele osób nie rozumie ateistów. Prawda jest taka, że moje pokolenie jest jeszcze wychowywane w duchu głębokiej wiary, do której należy się odnosić w momencie zwątpienia, z niej należy czerpać siły na każdy kolejny dzień. Wierzący wręcz współczują nam, że wtedy gdy oni mogą się z wrócić do istoty wyższej, my jesteśmy sami.

Jakże to nieprawdziwe.

Moralność nie jest cechą religii, tylko człowieka. Może nie zawsze (mam nadzieję że jak najczęściej) staram się być w porządku względem otaczających mnie ludzi i ogólnie, świata. Nie robię tego dlatego, że przeczytałem tego w jakiejś świętej księdze, ani dla własnego zysku którym jest życie pozagrobowe.

Chociaż z drugiej strony w pewnym sensie robię to dla własnego zysku. Sam fakt zrobienia czegoś dobrego, jest dla mnie zyskiem. Tym bardziej, jeśli wiem że sprawiam komuś radość.

Co więc kieruje czynami ateisty? Niemal to samo, co wszystkich innych. Te same zasady, idee i problemy. Tylko ja nie uważam ich za tak niesamowite, że ich powstanie trzeba tłumaczyć przez natchnienie boskie. Dziesięć przykazań przekazanych przez Mojżesza to zbiór prawd tak oczywistych, że zapisywanie ich na kamiennych płytach było w mojej opinii niepotrzebne. "Nie zabijaj"? "Czcij ojca swego i matkę swoją"? To nie wiara w Boga każe nam kochać rodziców, tylko miłość do nich. "Nie będziesz pożądał żony bliźniego swego"? Jedna z ważniejszych zasad każdego szanującego się mężczyzny (mam nadzieję że u kobiet działa to podobnie).

Zasad którymi ludzie powinni się kierować jest znacznie więcej, niż te dziesięć prostych haseł. Trzeba mieć własne zasady, dzięki którym zamiast odwracać ze wstydu głowę od lustra, można było spojrzeć z dumą i powiedzieć że jesteśmy tacy jacy chcemy być.

Mam nadzieję że raz na jutro rozwiałem wszelkie wątpliwości odnośnie moralności ateistów/niewierzących.

Pozdrawiam.


Jeśli ktoś odniósł wrażenie że nie szanuję wierzących jest w błędzie, po prostu nie zgadzam się i nie rozumiem ich spojrzenia na świat przez pryzmat religii. Nie rozumiem też czemu kwestia wierzy-nie wierzy nie może być postrzegana jak kolor długopisu czarny-niebieski (ew. inne). Kolorem długopisu ludzie nie są zaskoczeni. No big deal.

5 komentarzy:

Ania =) pisze...

u kobiet działa podobnie, przynajmniej w moim wypadku ;)

bardzo mi się podoba notka, może nie do końca się zgadzam, szczególnie z początkiem, motywami jakie kierują wierzącym. Tu nie chodzi o nieb czy piekło, choć 3/4 ludzi tak to widzi, szczególnie wierzących niestety, nie to jest celem bycia katolikiem. Nie dość że nie jest celem, na pewno nie zapewniłoby mi raju.
Nie chodzi też o to by w chwilach zwątpienia mieć komu się poskarżyć, czy komu marudzić o lepsze jutro.
Większość wierzących ma kłopot z określeniem dlaczego wierzy, mało kto wie, że niebo nie jest celem naszego życia. Niestety.
Moralność to sprawa człowieka, jednak czasem ciężko samemu zdecydować co jest dobre, a co złe. To tez kwestia kultury w jakiej się żyje i wychowania. Religia to część kultury, w pewien sposób i Twoja moralność jest określona przez religię, czy Ci się to podoba czy nie. Nie da się całkowicie rozgraniczyć moralności i religii, jednak wpływ religii jest niewielki :)

Poza tym zgadzam się z całą resztą :)
Pozdrowienia :)

Szymon Piwowarczyk pisze...

Aniu, a co jest celem naszego życia? ;> Zaintrygowałaś mnie.
Zgodzę się z Anią odnoście kultury, chociaż myślę że nie masz racji ze stwierdzeniem, że wpływ religii jest niewielki. Wegetarianizm - moralne czy obojętne? U nas religia jest obojętna, ale tam gdzie religia ma wpływ na to co jemy, nawet niewierzący wcinają soję z dziwnym żółtym ryżem ;) Sądzę że podobnie jest z innymi aspektami życia, zważając na to że religie towarzyszą człowiekowi praktycznie od zejścia z drzewa.
"Nie będziesz pożądał żony bliźniego swego" - jedna z zasad każdego szanującego się mężczyzny W EUROPIE. Zauważ.
Dan Brown w książce Anioły i Demony przedstawia zdrowe podejście do religii. W cokolwiek się wierzy: wszechmogącego Dziadka, karmę i inne pomysły Buddy, czy może boży pierwiastek w twórczej energii (teoria stworzenia świata, Bogiem jest energia, która jest wszędzie) i moc nauki, wszystko ma te same cele: istnieje coś, czego nie rozumiemy i nie powinniśmy tego ignorować. Btw. wyszła kinówka, a ja przeczytałem książkę ;) Dumny z siebie.
Na koniec chciałem tylko zauważyć, że jesteśmy dosyć inteligentnymi ludźmi, potrafiącymi myśleć racjonalnie i rozgraniczyć dobro i zło. Dajmy na to, więźniowie - czasem bez religii byłoby ciężko o moralność w takim środowisku.
Ja wolę być egoistą i kierować się założeniem Pascala. I wybierać to co jest dla mnie dobre (nie powiesz mi chyba że nie jesteś egoistą?).
A to w co wierzysz lub nie - Twoja egocentryczna sprawa :)

Ania =) pisze...

Szymon, odnośnie tego pytania (ajć... miał być jeden komentarz i nie wdawanie się w dyskusje... Ten będzie ostatni) celem życia katolika nie jest niebo: to byłoby egoistyczne! i w żadnym wypadku nie spełniałoby założeń tej religii :P Katolik powinien starać się żyć jak najbliżej Boga, i już spieszę z wyjaśnieniami co przez to rozumiem, aczkolwiek nie będzie to doskonałe wyjaśnienie niestety. Chodzi o to właśnie by być dobrym człowiekiem, pobyć się egoizmu, postępować wg zasad (które w większości są zgodne z moralnością ludzi z naszej kultury). Dla mnie idealnym przykładem jest święty Franciszek, szurnięty biedaczyna (wyrzekł się sporego majątku!), głoszący kazania ptakom optymista, zadowolony ze swojego życia i bardzo szczęśliwy.

W naszej kulturze wpływ jest niewielki, moim zdaniem kultura była kształtowana przez religię, jednak teraz już wiara schodzi na drugi plan i wszystko co widocznie się z nią wiąże jest usuwane. Teraz modny jest ateizm :P
Inną sprawą są inne kultury kształtowane przez inne religie.

Apropo odróżniania dobra i zła... Nie zawsze łatwo jest zdecydować co jest dobre a co złe, czasem trudno powiedzieć: to na pewno będzie dobre. W takich sytuacjach zdaję się na pomoc religii.

Szymon Piwowarczyk pisze...

Czy pozbycie się egoizmu jest celem naszego życia?
Zakładając.
Wyzbycie się egoizmu jest warunkiem dostania się do nieba. Niebo jest stanem duszy, konfrontacji z Bogiem i jego bliskością. Wnioskując, wyzbycie się egoizmu implikuje bycie jak najbliżej Boga - co jest prawdą. Z tej implikacji wynika, że niebo jest tak samo akceptowalnym celem życia wiary katolickiej.

[_] <-- kwadracik końca dowodu.

I NIE MÓW NA MNIE SZYMON! ;)
Żart.

:) pisze...

Aż skomentuję :P ale chcę zaznaczyć, że nie będę odwoływać się do treści komentarzy powyższych, bo to wprowadziłoby jeszcze większy chaos w mojej wypowiedzi (która, jak czuję, i tak będzie niezrozumiała ). Niemniej jednak z wieloma poglądami przedmówców się zgadzam i zapewne coś powtórzę.
Ażeby chociaż spróbować logicznie i porządnie, to może ja zacznę analizować Twoją notkę, zobaczymy co mi dalej wyjdzie.
Osobiście nie znam nikogo, kto by twierdził, że jedyną podstawą bycia dobrym jest wiara. Pewnie, że ktoś, kto faktycznie przyjąłby jakieś zasady wiary i naprawdę się ich trzymał, mógłby za jedyną podstawę swojej ‘dobroci’ (słowo też wymaga sprecyzowania, ale może nie teraz i nie ja : P ) te zasady uznać. Ale… czy zanim człowiek dojrzeje ( o ile w ogóle dojrzeje) do wiary i zdoła nauczyć się z przekonaniem żyć według jej zasad, to jest bezdusznym egoistą? Jasne, że nie. Kwestia kultury się kłania. Moralność nie jest cechą człowieka, a cechą kultury. Oczywiście – kultura narzuca pewne wypracowane przez lata wzorce, które człowiek przyjmuje lub nie, ale te procesy również są warunkowane przez ową kulturę. Człowiek swoją moralność lub niemoralność postrzega właśnie przez pryzmat kultury. Nie można stworzyć własnej moralności pozbawionej elementów wartościujących.
Zgodzę się również z tym, że kultura w różnych kręgach jest różna. Ale osobiście nie dopuszczam tego relatywizmu, który się staje tak chętnie przyjmowanym poglądem. Podstawy moralności są niezmienne. I właśnie część z nich (piszę część żeby wyjść poza sferę religii ) jest spisana na tych wspomnianych przez Ciebie tablicach. Wspomnianych z takim lekceważeniem. To jest symbol. Podstawa wielu kultur. Każde dziecko – nawet ateistów - zna, a jak nie zna, to w moim mniemaniu znać powinno, te dziesięć prostych haseł. Bo od czegoś trzeba zacząć. I jasne, że trzeba mieć swoje zasady. Taaakkk, ale na czymś te zasady oprzeć trzeba. ‘Jestem moralny - w moim mniemaniu, mogę spokojnie spojrzeć sobie w twarz’ –szkoda tylko, jak to spojrzenie jest jakimś skrzywionym mrugnięciem. A co jeśli pewnego dnia popatrzysz i stwierdzisz, że taki wizerunek jest nudny…. Wymyślisz sobie nową moralność? Bo skoro zależy tylko od Ciebie, to jaką masz gwarancję, że tak się nie stanie?
I nie rozumiem kogoś, kto zarzucił Tobie jako ateiście brak moralności, czy też problemy z jej ogarnięciem. Chociaż notka sugeruje, że uważasz, iż uzależniasz ją wyłącznie od siebie – co jest groźne :p Ale pewnie tak nie jest, a tylko o tym nie napisałeś :P
Ja tu też nie napisałam wszystkiego, co bym chciała. W ogóle wysiłek umysłowy po takiej przerwie też jest moim wyczynem w tej chwili :P
Na koniec jeszcze napiszę tylko, że wierzącym jest łatwiej. Bo skoro opieramy się częściowo na tych samych zasadach moralnych, to dobrze jest mieć punkt oparcia trochę inny niż własne spojrzenie na świat. Wszak ja bym się totalnie pogubiła . :P

 
.