Witam ponownie - czas powrócić do życia.
Podtytułem mojego bloga jest "co mnie gryzie", dlatego chciałbym poruszyć temat który ostatni bardzo mnie drażni. Wszechobecne, niemal nieustanne, męczące i uporczywe narzekanie.
Jedno z najpopularniejszych ostatnio narzekań jest plan zajęć na II semestr. A to źle że będzie trzeba wcześniej wstać, a to że będzie okienko. Dlaczego mam z tym prowadzącym, przecież on jest tak okropny, a nie z tamtym, który jest taki wspaniały. Przecież wszyscy znacie opinie o nich!
Dość!
Dość umartwiania się zawczasu, marudzenia na coś na co nie masz wpływu. To tak, jakby wsiadając do samochodu przed podróżą do Francji narzekać, czemu nie lecimy samolotem. Przecież statystyki wyraźnie mówią: na autostradach jest więcej wypadków niż w powietrzu...
Wszystko ma swoje dobre i złe strony. Samochodem jesteśmy przecież bardziej elastyczni, a na pokładzie samolotu może nas zaatakować załoga, za niewłaściwe umieszczenie naszej garderoby. Tak samo i plan może mieć też dobre strony.
Będąc na I roku studiów, twierdzenie że wkraczamy w pełni dorosłe i odpowiedzialne życie ma solidne podstawy. I tak, w życiu trzeba sobie radzić. Trzeba wykorzystać wszystko co może iść nam na rękę, a wymyślić sposób na te mniej przyjemne wydarzenia. Niektórych wydarzeń nie da się przesunąć lub ominąć i według nich należy planować swój dzień, tydzień, czy dłuższy okres. (o organizacji czasu obiecuję napisać w najbliższym czasie, bo naprawdę ciekawi mnie ten temat)
Może teraz trudno to sobie wyobrazić, ale za kilka lat wielu z nas znajdzie sobie stałe miejsce zatrudnienia. Bardzo możliwe że będziemy pracować w jakichś ścisłych ramach, wykonując polecenia "z góry" i zmęczeni będziemy wracać do domów. Będziemy chcieli odpocząć, ale idąc spać będziemy wiedzieli, że trzeba ciężko pracować. I taka jest po prostu kolej rzeczy. Czeka nas więc spokojnie licząc około 30 lat zapieprzania. I nie będzie narzekania. Oczywiście, pewnie będziemy od czasu do czasu narzekać, ale niektóre rzeczy trzeba będzie po prostu znieść.
Co jest kluczem do zachowania równowagi psychicznej w okresie ciężkiej pracy, mobilizacji i wysiłku? Przede wszystkim polecam dobre nastawienie do życia i do otaczających nas ludzi. Narzekanie wpływa źle na ludzi, których dana sprawa nie dotyczy. Często możemy nieświadomie wyładowywać na nich swoje frustracje, Ci będą się czuli źle, stawiając nasze problemy ponad drugiego człowieka. Narzekanie wśród ludzi którzy mogą mieć podobne nastawienie buduje natomiast swoistą spiralę załamania i rozpaczy. Mnie osobiście mocno wkurza jak słyszę w sklepie, w kolejce dwie obce (najczęściej) kobiety, które wymieniają się zdaniami, jak to źle jest że trzeba czekać, że się kasjerki lenią, ciągle potakując głowami do tego, co rozmówczyni powiedziała. Ani to nie przyspieszy kolejki, ani nie sprawi że kasjerce będzie przyjemniej pracować. Po prostu głupie to to i tyle.
Zamiast tego można wejść między smutasów i próbować ich rozbawić, odciągnąć od problemów, pogadać o czymś luźniejszym, dać im do zrozumienia, że od narzekania nic się nie zmieni. To nie podstawówka, gdzie można było wiele wyprosić, to nie dom, gdzie maślane oczy robią wrażenie na dziadkach lub rodzicach. This is life, babe!
Oczywiście, tacy odmieńcy często stają się wyrzutkami społeczeństwa. Bo nie pasują, nie wkomponowują się w obraz niezadowolonego, bezradnego i wyrażającego głośno swoje niezadowolenie przedstawiciela szerszej grupy. Wiem coś o tym, ale nie mam zamiaru się przejmować tym, że moje nastawienie jest inne. Dobrze mi jest z uśmiechem w ciężkiej ulewie, lubię feministyczne dowcipy i uwielbiam się śmiać z siebie. Lubię kolorowy sweter w szary dzień, białe adidasy do dżinsów (jeansów, mi tutaj żadna forma nie pasuje:P), tenisówki i T-shirt do garnituru.
Lubię się uśmiechać, sprawia mi to przyjemność. Ty też lepiej wypadniesz z uśmiechem i dobrym nastawieniem do innych i do każdej przeszkody.
Cytując Koran:
Do Raju ma wstęp ten, który sprawia że jego towarzysze się śmieją...
20.2.09
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
6 komentarzy:
Nie ... to nie jest tak, że będziemy już tymi dorosłymi, z założenia odpowiedzialnymi ludźmi, którzy będą chodzić do pracy, ciężko w niej pracować i 'czasami' będą narzekać. Właśnie chodzi o to, (i może się tu odwołam do stereotypu, może uogólnię, ale w sumie ta Twoja notka też w pewnym sensie uogólnia) że to już jest ta nasza polska krew. I na to są statystyki itp. Jasne, że można by tu teraz pisać o jakiś doświadczeniach przeszłości, które to wpływają na współczesoś ple ple ple błędne koło, ale wiesz... nie będziesz narzekać, to powiedzą (zresztą Ty o tym w pewnym sensie napisałeś), że pewnie masz super życie, że jesteś w czepku urodzony, że nie masz pojęcia co to jest to jeee 'prawdziwe' życie. Bedziesz starał się ich rozweselić, to stwierdzą, że masz niewiadomo jaki tupet, że zgrywasz 'fajnego luzaka', że jesteś sztuczy, wymyślony i tak dalej. I jasne, zawsze można powiedzieć, że to nieważne co oni myślą, mówią, ale to jest trochę naciągana teoria, zwłaszcza, jeśli się próbuje to jakoś zmienić. To zniechęca, odpycha straszliwie. Łatwo wtedy zacząć narzekać na tych narzekających.... i kolejna spirala (ładnie to napisałeś :P ) A chyba od narzekania na ludzi się zaczyna ... (pisze Ci to Królowa tej profesji :P ) bo mnie na przykład trafia, nie powiem co, jak widzę totalną bierność jednego czy drugiej ..takie 'a uderz mnie, potem sobie ponarzekam' .. no i sama zaczynam narzekać.
I tak można w nieskończoność się zastanawiać. Bo w takim razie lepiej się do ludzi cieszyć, lepiej wejść między nich i gderać jak oni (co chyba nerwów mniej kosztuje) .. czy może usiąść i wymyślić coś jeszcze innego... co pewnie i tak się nie przyjmie na tym jałowym gruncie... no ale z drugiej strony takie założenie ...
uhuhuhhhhh.. dość bo ja bym tak mogła do jutra, a nawet do niedzieli, a to w końcu Twój blog.
Dobry temat powiem Ci.. bardzo dobry :):):):)
'Somek wyrzutek'... hm ..nigdy tak o Tobie nie myślałam :P
Ojojoj. Narzekanie to chyba nie jest grzech. Zdarza się każdemu, nawet mnie;) Jednak nie ma takiej możliwości, żeby w czymś mogło pomóc. Ogólnie jest złe i trzeba się go wystrzegać. Najlepiej próbować (!) myśleć pozytywnie, nie zawsze się uda, ale kto powiedział, że w życiu jest łatwo? Podobnie jak właściciel tego bloga, uwielbiam wyzwania. Rzekłbym, że życie bez nich jest dość nudne, wręcz nieciekawe.
Z przedmówczynią nie mogę się zgodzić w żaden sposób. A jeśli naprawdę jest tak jak pisze, świadczy to o mierności charakterów ludzi jakich spotyka. Oczywiście nie wszystkich, czego Paweł jest potwierdzeniem.
Narzekanie jest słabością człowieka. Mimo to, jest druga strona medalu. Otóż, czasem lepiej wyrzucić złe emocje z siebie, a skuteczną (nie piszę, że właściwą!) drogą jest właśnie owe narz... Wolałbym jednak, żeby ludzie odreagowywali stres przez sport. Swoją drogą chyba jak będzie cieplej zabiorę ze sobą do wrocka piłkę...
nie nie nie :) to nie świadczy o marności charakteru... nie można powiedzieć, że ktoś jest beznadziejny, bo przejawia cechy, o których wspomniałam, bo tak naprawdę każdy z nas w mniejszym czy większym stopniu swoim zachowaniem niszczy ów 'pozytyw', o który wszyscy zabiegają. czy to, że zdarza mi się popatrzyć na Słomka (nie 'Somka' :p ) i pomyśleć 'człowieku weź nie ściemniaj' to znaczy, że ..że co ... że charakter do wymiany? nie.
to jest zbyt skomplikowane, żebym mogła tutaj konkretnie i jasno określić,o co mi chodzi :P a poza tym jakaś dygresja tu nadciąga coś czuję xD
... ważne żeby nie narzekać ... ale nie tak żeby nie gadać ...bo tego to się nie da oduczyć (dobra ja nawet nie chcę :P ) kwestia tego, jak się do tych wszystkich spraw, na które narzekasz ustosunkujesz po etapie 'o nie.. tego się nie da' , 'o nie ...nie zdam'.. czasmi się narzeka, żeby usłyszeć 'wszystko będzie dobrze' - naciągane, frazesowe ... a jednak.
Wszystko będzie dobrze .. wreszcie wstanę i zajmę się czymś pożytecznym ... łooo :D
pozdrawiam, pozdrawiam
Droga Przedmówczyni,
dziwne jest to co napisałaś powyżej. Dalej będę się upierał przy tym, że ludzie, którzy odrzucają innych, tylko przez to, że tym drugim lepiej gdzieś tam poszło, są marni. Załóżmy taką sytuację: X-owi poszczęściło się w życiu. Y-owi & Z-owi wręcz przeciwnie. X zaczyna ich pocieszać, jednocześnie promieniując własnym szczęściem. Wg Twego rozumowania powinien usiąść z nimi i płakać nad losem wraz z nimi? Czy to aby nie byłaby czysta hipokryzja?
Oczywiście nie ma ludzi bez pierwiastka narzekania, tu się zgadzamy.
Pozdrawiam
No pięknie. Sprowadzasz więc moje rozumowanie do poziomu jakiegoś bezsensu, przedstawionego w świetle takim, że sama jestem skłonna przyznać, że to, co piszę to faktycznie absurd. Nie podoba mi się to :P:P:P
Po pierwsze: być może ja się niejasno wyraziłam (ale to jest standard w moim wykonaniu :P), ale nigdzie nie miałam na myśli ludzi, którzy definitywnie odrzucają innych, bo tamci mają lepiej… coś takiego, moim zdaniem, zupełnie wyklucza normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. I jeśli mamy rozpatrywać to tak, jak przedstawiłeś, to ja Ci przyznam rację w stu procentach…. Tacy ludzie są marni … choć w sumie oni to chyba raczej chorzy jacyś by musieli być (nie wiem, nie znam). Ale podkreślam raz jeszcze, nigdzie nie miałam takowych na myśli.
Teraz o tym moim rozumowaniu :P Otóż wydaje mi się, że to zależy od sytuacji, od problemu, od przyczyny tego narzekania, wokół którego się ta dyskusja toczy (ku uciesze Słomka, który to jakoś, mam nadzieję, odniesie się do tego, czego inicjatorem się stał :P). Bo czy jeśli ja będę tym X-em, a ów Y będzie moim przyjacielem.. i faktycznie mi się uda, a Y będzie ‘płakał’ … to czy nie powinna zadziałać jakaś empatia? Czy gdyby problem był istotny, a ja faktycznie siadłabym i ‘płakała’ z moim przyjacielem, chociaż np. moja sytuacja osobista w tej samej kwestii byłaby różowa, czy ja byłabym hipokrytką??? No nie wydaje mi się. Tak jak piszę, od kontekstu wszystko zależy. Zarażanie optymizmem owszem, tak, jasne, ale jednak nie zawsze. to nie jest tak, że możesz podejść do człowieka, którym targają nerwy, jakieś poczucie zrezygnowania, czy nawet głupie zniechęcenie, podejść do niego z wielkim uśmiechem i nawet racjonalnie, spokojnie, czy rzeczowo przedstawiać mu dobre strony sytuacji, w której się znalazł. Taka osoba, nie tego wtedy potrzebuje. Ona musi sobie wtedy ponarzekać, wyrzucić właśnie te złe emocje (o czym pisałeś) i mieć świadomość, że ktoś słucha tego, co ma do powiedzenia (nawet jak to jest jakieś głupie, bezpodstawne narzekanie). Najważniejsza rzecz rozgrywa się potem. Bo są ludzie, którzy po tych chwilach słabszych, jakoś się zbierają (tutaj moim zdaniem możemy im pomóc) i zaczynają dostrzegać pozytywy. Aleee jest też masssaaaa takich, którzy wszelkie próby pokazania im, że wcale nie jest tak źle, traktują niemal jak atak i kolejny powód do narzekań. Nie uważam ich za marnych. Często nie wiedzą, że tak robią. Ale tak jest. Jest, jest i to bardzo często. I tacy ludzie mnie osobiście zniechęcają do .. do wszystkiego chyba…
Nie wiem, powinnam jakieś podsumowanie tej mojej rozprawki napisać, ale ogólnie to już muszę się wysilać, żeby to wszystko choć trochę jaśniej wyglądało i generalnie się zmęczyłam :D Precyzja wyrażania myśli szwankuje ;]
Dobra Koniec.
I proszę nie sprowadzać tego, co piszę do … no do głupot totalnych xD
eh... właśnie na początek się zaśmieję z samej siebie - pisałam 20 minut baaardzo obszerny komentarz do tego posta i co? Hehe błąd w przesyłaniu - poszło się paść. A wena mnie opuściła i nie wiem czy to teraz raz jeszcze odtworzę.. :).
Tak sobie czytam i myślę... I zgadzam się ze Słomkiem i z kolegą komentującym. Że są w życiu każdego człowieka takie chwile, gdy cały świat się wali na głowę. Ma się wtedy ochotę siąść i wyć do księżyca. I narzekanie w tych momentach jest uzasadnione. Ale jak podkreślam tak jest tylko CZASAMI! W większości przypadków ludzie narzekają tak ot. Uważają, że są jedynymi stworzeniami na świecie, które muszą "ach TYLE wycierpieć!". Narzekają, że "całe zło" spotyka właśnie ich. I zaczynają swoje smętne wywody - a czemu ja? A czemu mnie to musiało spotkać. Świat jest zły, a ludzie bezmyślni!" Istne EMO cholera! Ale tacy ludzie zazwyczaj to po 1 - są egoistami, którzy myślą, że są najważniejsi, najlepsi, nieomylni. Oni właśnie stojąc w kolejce do kasy rzucają chorymi tekstami typu "Boże co za babsztyl! Ja bym ją zwolnił!" - nie zastanawiają się nad tym, czy może ta kasjerka ma jakiś problem, że może ma gorszy dzień. Nie, nie - skądże - oni uważają że sami by to 1000 razy szybciej i lepiej zrobili. Po 2 to ludzie puści - upajają się tym, że mają takie "tragiczne życie". Przeszkadza im słońce i pochmurny dzień, pies sąsiadki i kot szwagra, śmiech i płacz. Oni czerpią radość z tego, że mogą kogoś poniżać swoim narzekaniem. Zamiast cieszyć się życiem. Oni uważają że im się wszystko należy, a inni powinni za nich cierpieć. No i po 3 i najważniejsze - takie "wierzby płaczące" jak z reguły nazywam takich ludzi, pozbawieni są poczucia humoru. Zamiast zaśmiać się z siebie to mają ciągle problemy - bo mam pryszcza na czole, bo pies na ulicy się na mnie krzywo popatrzył, bo głupi profesor ma głupie wykłady... Zamiast zaśmiać się z siebie, że się w pośpiechu wyszło w dwóch różnych skarpetkach to zaczynają się "wąty" - że to przez głupi budzik który się zepsuł, że sąsiad wiercił w ścianie, że świnka morska "musiała dostać żreć - głupia świnia!, że pada... Można by pomyśleć, że życie takiej osoby to pasmo nieszczęść.
Trzeba stanąć z boku, trzeba popatrzyć na siebie i na świat przez pryzmat tego, że czasem każdy napotyka problemy, że warto czerpać siłę i radość z tego, że da się je przezwyciężać! A jeśli się nie da przezwyciężyć, to cóż - tak miało być! Przecież nie uniknie się nieuniknionego! Trzeba podnieść głowę do góry i uśmiechnąć się do tej starszej pani mijanej na ulicy, trzeba wyjść ludziom z uśmiechem na powitanie, a wtedy świat zabłyśnie całą ferią barw!
Jest taka piosenka Dżemu - "Zapal Świeczkę" i jest w niej pewnien fragment będący moim mottem :
"Pomyśl choć przez chwilę, podaruj uśmiech swój
Tym, których napotkałeś na jawie i wśród snów.
A może ktoś skazany na samotność
Ogrzeje się Twym ciepłem, zapomni o kłopotach."
I tego będę się trzymać, choćbym miała być wyklęta :D!
Pozdrowienia Słomek!
Sabina
Prześlij komentarz