Jakby ktoś nie zauważył, jesteśmy właśnie w specyficznym momencie roku. Zostały niecałe dwa miesiące do końca roku szkolnego, trochę mniej do sesji. W najgorszej sytuacji są maturzyści (w momencie pisania tego tekstu mieli jeszcze kilka dni, teraz już są w trakcie pierwszej sesji w ich życiu). Zakładam w swojej naiwności, że wszyscy w okresie ostatnich kilku miesięcy pracowali, z większą lub mniejszą intensywnością. Tak czy siak, po pewnym czasie skupienia i starania się, nadchodzi moment zwątpienia i zniechęcenia. Nic dziwnego, tak bowiem działa ludzki mózg.
Powyższe spostrzeżenie sprawdza się również w skali krótkoterminowej. Jeżeli będziemy się uczyli czegoś non-stop, to po pewnym czasie (zwykle 30-45 minut) chłonność umysłu, a zarazem efektywność nauki, spada.
Co zrobić, gdy nadejdzie moment jak-mi-się-nie-chce-poddaję-się? Czy harować do oporu, licząc na to, że lenistwo minie? Z doświadczenia wiem, że siłowe rozwiązanie to jakby próbować wyjechać samochodem zakopanym w śniegu. Im dłużej będziemy wciskali gaz, tym głębiej będziemy się zapadać. Chyba nie chcemy utknąć w tym samym miejscu, czekając na odwilż?
Wymuszona praca, opłacona ogromnym wysiłkiem, nie sprawi nam przyjemności, a i efekty będą mniej zachwycające niżbyśmy chcieli.
Przepis na przetrwanie momentu słabości jest całkowite i intensywne lenistwo, połączone z zajęciem się swoim hobby (jeśli nie masz takowego, to rób cokolwiek ciekawego i bawiącego Cię).
Kiedy czujesz, że nie masz na nic siły, weź do ręki kalendarz. Znajdź w nim dwa kolejne dni, podczas których nie zrobisz nic. Kompletne zero wysiłku, stresu, pracy. Wyśpij się, zjedz coś pysznego i naładuj swoje akumulatory. Wiem, że działa. Wiem też dlaczego.
Mózg jest na tyle rozwiniętym, a zarazem ambitnym organem, co sprawia że nie chce być bezużyteczny. Boli go brak pracy. Po dwóch dniach będzie chciał udowodnić, jak bardzo może być przydatny. Pamiętam przypadek jednej z koleżanek (swego czasu czytelniczka tegoż bloga, mam nadzieję, że wciąż tutaj zagląda), która po maturze odczuwała potrzebę robienia czegoś. Jest żywym dowodem na to, że powyższa teoria ma w sobie choć cząstkę prawdy.
Dla niedoświadczonych leniuchów zamieszczam Dekalog Człowieka Szczęśliwego:
1) Człowiek rodzi się zmęczony i żyje aby odpoczywać.
2) Kochaj swe łóżko jak siebie samego.
3) Odpoczywaj w dzień, abyś mógł spać w nocy.
4) Jeśli widzisz kogoś odpoczywającego, pomóż mu.
5) Praca jest męcząca więc należy jej unikać.
6) Co masz zrobić dziś zrób pojutrze - będziesz miał dwa dni wolnego.
7) Jeśli zrobienie czegoś sprawia ci trudność, pozwól zrobić to innym.
8) Nadmiar odpoczynku nikogo nie doprowadził do śmierci.
9) Kiedy ogarnia cię ochota do pracy, usiądź i poczekaj aż ci przejdzie.
10) Praca uszlachetnia, lenistwo uszczęśliwia.
Zapraszam do przedstawienia swojego spojrzenia na problem i pozdrawiam :)
5.5.09
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
12 komentarzy:
Już kolejny raz mam przyjemność czytać wpis do słomkowego bloga. I znów ambitny tekst nawiązujący do pracy i nauki, w zasadzie do ich efektywności. W kolejnych wersach nabieram niemal przekonania, że autor albo zamierza zostać Panem Dobrą Radą, albo przez owe sieciowe notki zamierza sam sobie je wpajać. Tylko, żeby było jasne, nie zamierzam negować wartości merytorycznej tekstu.
A może coś o LBJ23, świeżutkim MVP NBA?
Słomku, w pełni podzielam Twoje zdanie!! :D jak tylko bede mogła przestrzegac tego dekalogu to bede!! oswiadczam Ci ze moje najdluzsze wakacje beda pod znakiem Dekalogu Szczesliwego Czlowieka!
pozdrawiam KAŚŚ
"Mózg jest na tyle rozwiniętym, a zarazem ambitnym organem, co sprawia że nie chce być bezużyteczny. Boli go brak pracy. Po dwóch dniach będzie chciał udowodnić, jak bardzo może być przydatny"
W moim przypadku to mi nie działa=p
Pozdrawiam, stały czytelnik:p
Duch
a widzisz... ja mam jakoś zupełnie kosmicznie. Jak już się wkręcę w wir pracy, to przestać nie mogę. Uczę się, uczę, uczę, marudzę, uczę się, ale najlepsze jest to, że kocham ten stan :P (zresztą nie tylko o naukę tu chodzi).. i potem mi tak smutno jak już nie muszę. Najgorzej jest się zmobilizować. A teraz właśnie jest ów okres, w którym zupełnie nie mogę. Samo skomentowanie Twojej notki zajęło mi dzień cały. I to jest o wiele bardziej męczące. A jak na złość dziś brutalnie pozbawiono mnie konieczności zmobilizowania swojego rozkojarzonego ... właściwie czego.... 'ja ' chyba :P
Także proponuję żebyś napisał coś o tym, jak umiejętnie przybliżyć stan, który jest do tego, który być powinien. O!
nieaktualneee:D:D:D:D:D:D ma się ten dar przekonywania. mobilizacja przywrócona:P
http://zal.pwr.wroc.pl/mobilizacja/
Zapraszamy. Najlepsza witryna w sieci.
Widzę po Anonimowych, że nie mają nic choćby troszeczkę mądrego do powiedzenia. Nie śmiećcie tutaj.
Duchu, zazdroszczę takiego mózgu - możesz się obijać bez granic :)
Pozdrawiam całą trójkę podpisanych ;)
Jeśli pierwszy wpis jest totalnie głupi i spamerski, to ja nazywam się Paweł Słomka.
Hmm. Można też wpaść w ciąg lenistwa. To jest dużo łatwiejsze. A najgorsze jest jak się wpadnie w ten ciąg i odczuwa na raz głód pracy. Z jednej strony ci się nic nie chce, a z drugiej strony czujesz, że powinieneś coś robić. Lenistwo cię gryzie i pochłania doszczętnie.
Objawia się to uczuciem zmęczenia tuż po rzekomym odpoczynku-nic-nie-robieniu.
A ciąg pracy (soft-work) może być fajny ale wymaga motywacji i umiejętnego regularnego odpoczywania, bo w trybie hard-work, ciężkiej pracy długo się nie pociągnie. ;)
Ja aktualnie jestem niestety w trybie hard-work. ;/
Boguś.
O tak, moja P. jest zazwyczaj szczęśliwym człowiekiem ;)
Co do anonimowych - powiem wprost, wkurwiają mnie ludzie, którzy nie mają za grosz odwagi do podpisania się pod własnymi poglądami i opiniami.
Duchu, chyba się poznaliśmy na ostatnim wykładzie z SO :)
Co do anonimowych są to ludzie, którzy nie mają konta na bloggerze.
Chyba nie każdy musi mieć? ;]
Boguś.
Witam kolegę Słomka!
Bardzo fajnie się czyta Twojego bloga. A powyższy wpis jest taki prawdziwy... Ja zauważyłam, że mam dużo lepsze wyniki z kół i egzaminów gdy się mniej uczę a więcej czasu spędzam na, jak to określiłeś, przyjemnościach - sport, znajomi. A gdy kuję na siłę jak głupia to w trakcie egzaminu mam w głowie pustkę i nie jestem w stanie niczego sobie przypomnieć :). Tak więc podpisuję się pod Twoim przesłaniem - NIC NA SIŁĘ :).
Pozdrawiam - Sabina (ta z ogniska :) )
Prześlij komentarz